Czyściciele internetu, czyli o dobrych chęciach

Mogłoby się wydawać, że dokument “Czyściciele internetu” mówi o moderatorach treści na platformach społecznościowych. W filmie okazują się oni być częścią dużo bardziej skomplikowanej układanki.

Na film “Czyściciele internetu” wybrałam się w ramach odskoczni od pisania kolejnej książki. Miałam też dobrą wymówkę – niby wychodzę do kina, ale idę przecież na film dokumentalny i to jeszcze związany z tematem, o którym piszę.

Dokument został stworzony przez dwóch reżyserów, Hansa Blocka i Moritza Riesewieckiego. Jak opowiadali w wywiadzie dla Wysokich Obcasów, zainspirowali się pracami dr Sarah Robbins, która twierdziła, że za moderowanie treści na platformach społecznościowych nadal muszą odpowiadać ludzie. Sztuczna inteligencja nie rozumie kontekstu. Moderator – też nie zawsze.

Czyściciele internetu

Bohaterowie filmu to prości ludzie. Chcą zarobić na swoje utrzymanie – aby wystarczało do końca miesiąca. Dla niektórych praca przy selekcji treści jest spełnieniem ich ambicji. Nie chcą wykonywać podrzędnych zadań. Ale okazuje się, że w sieci robią to samo, przed czym w realnym życiu uciekali. Niektórzy chcą nadać sens swojej pracy, rozumieją ją jako swoistą misję czynienia świata lepszym. Całkiem, jak Mark Zuckerberg, który wszem i wobec głosi swoje marzenia o nowym wspaniałym świecie urzeczywistnionym za pomocą jego platformy.

Kontekst ma znaczenie

Ale, jak to mówią, dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane. Tak można by streścić przesłanie filmu. Na pierwszy rzut oka to, co robią “Czyściciele internetu” to użyteczna praca – odsianie tych treści, które zawierają seks, przemoc czy wstrząsające sceny kaźni dokonywanych przez ISIS. Jednak moderatorzy usuwają również treści, których celem jest zaapelowanie do ludzkich sumień (jak na przykład nagrania aktywistów z wojny w Syrii czy martwego dziecka uchodźców). Banują też kontrowersyjne dzieła sztuki, nie rozumiejąc kontekstu ich powstania.

Cenzura polityczna

Moderatorzy, na polecenie zarządzających platformami, usuwają też treści niedozwolone w danym państwie, co w praktyce oznacza cenzurę przeciwników politycznych. Platformy społecznościowe, które jeszcze parę lat temu podczas tzw. Wiosny Ludów pełniły rolę kuźni demokracji, stają się zakładnikiem systemów w imię doraźnych biznesowych korzyści. W filmie pokazano przykład Turcji Erdogana. Teraz, gdy go oglądamy, władze Stanów Zjednoczonych nawołują Google do porzucenia projektu odrębnej wyszukiwarki dla Chin. Nie łudźmy się, że nam się akurat uda ocalić demokrację. Także możemy zostać sprzedani.

czyściciele internetu

Fotos z filmu pochodzi z serwisu polecamfilm.pl

Kontrowersje generują ruch

“Czyściciele internetu”, mimo swoich dobrych chęci, nie rozumieją tego, co dzieje się ponad ich głowami. Oto szefostwo platform układa się z władzami politycznymi reżimów – ceną jest dostęp do dużego rynku z dużą liczbą użytkowników. Algorytmy, które miały służyć do selekcji treści, w rzeczywistości promują treści najbardziej kontrowersyjne (bo te zdobywają najwięcej reakcji) lub oburzające (Chcesz, aby ludzie coś masowo udostępniali? Wkurz ich!). Właścicielom platformy na tym zależy – to generuje ruch w serwisie i zaangażowanie użytkowników. Nawet jeśli ktoś transmituje swoje własne samobójstwo.

 

czyściciele internetu

Fotos z filmu pochodzi z serwisu polecamfilm.pl

Polaryzacja, nienawiść i zabójstwa

Od kontrowersji niedaleko też do politycznych ekstremizmów i rosnącej polaryzacji. Scena z demonstrantami, którzy krzyczą na siebie nie słuchając się nawzajem, to jakby przeniesiona do rzeczywistości polityczna dyskusja z Facebooka. Co więcej, platformy społecznościowe, dzięki algorytmom odsiewajacym nadmiar treści, zamykają nas w kręgu podobnie myślących ludzi. Nie mamy wspólnej podstawy do rozmów z ludźmi o innych poglądach. Nie mamy jak wspólnie budować demokratycznego państwa. Jakie są dalsze konsekwencje? Chociażby ludobójstwo Rohindża. Spirala nienawiści rozkręciła się właśnie w mediach społecznościowych.

Podsumowanie filmu (i mediów społecznościowych) w jednym zdaniu

Chcieliśmy dobrze, a wyszło jak zwykle.


Partnerzy