2010 r. w monitoringu internetu

Czyli przegląd bardzo subiektywny.

Świat:

  • Coraz więcej mówi się o mariażu social media z CRM – stąd zresztą nazwa Social CRM.
  • Wygląda na to, że branża międzynarodowa postanowiła się wreszcie rozprawić z ekwiwalentem reklamowym. AMEC zakazał stosowania najnowszej wersji, niewyjaśniony jest jednak los nowszych wersji – w konsultacjach po 2nd European Measurement Summit  w Barcelonie okazało się, że i te budzą sprzeciw sporej części branży. I bardzo dobrze.
  • Mówi się, że automatyczna analiza wydźwięku (modne słowo sentyment ma swój polski odpowiednik) nie jest wcale taką superfunkcjonalnością, jakby się mogło wydawać. Powstają kolejne badania dowodzące, że jest ona obarczona dużą ilością błędów. Eksperci twierdzą, że szansę mają wyłącznie rozwiązania tworzone na potrzeby konkretnych firm i ich zestawów haseł.
  • Pogłoski o śmierci blogów są mocno przesadzone. Blogerzy nadal piszą i nadal są czytani. Facebook czy Twitter nie są w stanie zastąpić oryginalnych stron blogowych, pomagają natomiast upowszechniać treści z blogów i nad nimi dyskutować.

Polska:

  • Przybywa narzędzi do monitorowania social media – nie tylko tych, które zbierają treści z jak największej liczby serwisów social media, ale również takich, które ułatwiają monitoring poszczególnych narzędzi social media – na przykład Facebooka.
  • Branża badań internetu mocno się profesjonalizuje. Osoby stojące na czele tych firm nierzadko są doktorami nauk humanistycznych – i nie jest to tylko nieskromny autolans, mam na myśli kolegów z IR Center czy Smart Net Solutions. Mają miejsce wspólne inicjatywy branżowe, jak chociażby prace nad Social Media Manual.
  • Ekwiwalent reklamowy trzyma się mocno (niestety). Firmy wyspecjalizowane w tradycyjnym monitoringu mediów i niektórzy zamawiający czepili się tej miary, jak pijany płotu – chociaż – powtarzam – nie ma ona żadnego uzasadnienia empirycznego. Podobieństwa i różnice w odbiorze przekazów reklamowego i PR nie zostały do tej pory naukowo sprawdzone, a kupno reklamy radykalnie różni się od współpracy specjalisty PR z dziennikarzem.
  • Zbiorowe zachłyśnięcie się automatyczną analizą wydźwięku (niektórzy pasjonaci angielskiego niezbyt poprawnie mówią na to sentyment), ale bez krytyznej analizy. Sądząc po tym, co dzieje się w Stanach, przyjdzie na to czas i w Polsce.
  • Rozwój istniejących rozwiązań do monitorowania mediów. Firmy zajmujące się tradycyjnym monitoringiem mediów zaczęły udoskonalać swoje panele, tak, aby były one bardziej przyjazne dla klientów. Trwa też wyścig na nowe funkcje czy wskaźniki. Jednak tutaj warto pamiętać, że stworzenie wskaźników to nie taka prosta sprawa, jakby się mogło wydawać. Wskaźnik, aby działał, musi zostać najpierw przetestowany.
  • Pojawiają się nowe blogi na temat badań w PR, monitoringu mediów tradycyjnych i social media. Nie ukrywam, że liczę na to, że w naszej branży będzie wkrótce toczyć się ożywiona debata!
  • Mówi się, że Facebook zmonopolizował debatę w social media. Nie do końca się z tym zgadzam – wciąż chętnie używanym narzędziem debaty, jak wynika z naszych badań własnych, są fora. Blogi również trzymają się mocno – kilka przypadków znikających z nieznanych przyczyn fanpages na Facebooku pokazało zaś, że nie można go traktować jako jedynego narzędzia.

A czego życzę naszej branży w 2011 r.?

  • Jak najwięcej badań. I tych, stosowanych przed wdrażaniem nowych wspaniałych funkcjonalności, i tych, które pokazują jak internauci korzystają z social media, i tych, które weryfikują dotychczasowe obiegowe poglądy i zasady stosowane w badaniach nad komunikacją.
  • Stosowaniu się do reguł postępowania naukowego i rezygnację z tego wszystkiego, co naukowe nie jest.
  • Kreatywności, polegającej na tworzeniu nowych, oryginalnych pomysłów i rozwiązań.
  • Chęci współpracy przy tworzeniu standardów badawczych – tego ciągle nie ma.
  • Wzrostu wiedzy i świadomości osób korzystających z monitoringu mediów.
  • Dużo dobrej literatury – i zagranicznej, i polskiej.

A Wy?

Zdjęcie pochodzi z serwisu sxc.hu


Partnerzy