8 powodów, dla których Kościół katolicki traci zaufanie

Niektórzy obrońcy Kościoła twierdzą, że spadające słupki w sondażach to efekt grzeszności wiernych lub bezpardonowego ataku antykościelnych mediów. Ale to zbyt proste wyjaśnienie. Najpierw trzeba przyczyn po swojej stronie. 

Pod koniec stycznia opublikowano wyniki sondażu IBRiS dla „Rzeczpospolitej”, w którym badane jest zaufanie Polaków do różnych organizacji działających w naszym kraju. Fragment informacji z tego badania dotyczący wyników Kościoła katolickiego jako instytucji i ich porównanie z wynikami poprzedniego sondażu IBRiS z września 2017, w zeszłym tygodniu obiegały media katolickie.

 

Na łamach Przewodnika Katolickiego Zbigniew Nosowski (tekst przedrukowała potem „Więź”) zwracał uwagę, że nawet najwierniejsi z wiernych po prostu przestają ufać instytucji. 

Oto w 2020 r. po raz pierwszy od wielu lat w tego typu badaniach poziom nieufności do Kościoła jest wyższy od zaufania. Okazuje się też, że największa zmiana nastąpiła w liczbie osób, które wybierały odpowiedź „zdecydowanie ufam”. W roku 2017 było ich 29,9 proc., a w 2020 już tylko 15,7 proc. Erozja postaw postępuje więc nawet wśród najwierniejszych z wiernych.
Zbigniew Nosowski

Niektórzy przedstawiciele Kościoła katolickiego, komentowali, że odwracanie się wiernych od instytucji jest skutkiem ich własnych grzechów. Można też próbować przypisać winę złym, antykościelnym mediom. Dla mnie, jako osoby z niemal 20-letnim stażem w public relations (i równocześnie wiernej zaangażowanej na przeciętnym poziomie), sytuacja wygląda jednak inaczej. Uważam, że przede wszystkim trzeba spojrzeć na samą organizację i zastanowić się, co może w niej szwankować i co na dłuższą metę będzie powodować taki efekt. 

Wskazałabym kilka przyczyn. Najważniejsza to nieumiejętne zarządzanie sytuacją kryzysową związaną z ujawnionymi przypadkami pedofilii wśród duchownych. Ale do tego można dodać inne: angażowanie się przez duchownych w debaty polityczne czy w politykę w ogóle, niespójny model zarządzania komunikacją, brak przejrzystości finansowej, nieprzestrzeganie prawa przez przedstawicieli organizacji, zła obsługa wiernych, nieumiejętność przyjmowania krytyki i klikowość. Poniżej rozwijam poszczególne wątki.

1. Nieumiejętne zarządzanie sytuacją kryzysową

Kościół katolicki w Polsce nie poradził sobie ani z oskarżeniami, które przedstawiono w filmie Sekielskich, jak też w następstwie upublicznienia tego filmu. Konferencja prasowa, którą w marcu 2019 zorganizował Episkopat, jest do tej pory pokazywana na wydarzeniach branży PR jako antyprzykład. Nie pomogli mu także chrystusowcy, którzy najpierw długo umywali ręce od odpowiedzialności, a potem wnieśli o kasację wyroku odszkodowania i dożywotniej renty dla pani Katarzyny, pokrzywdzonej przez ich współbrata. Obecnie nie pomagają problemy z kilkoma biskupami, zdaniem mediów rozwiązywane zbyt wolno i zbyt mało skutecznie. Efektem jest postępujący spadek zaufania.

2. Angażowanie się w debatę polityczną

Katolicyzm ma precyzyjne poglądy na kwestie bioetyczne czy seksualne. Ale jeśli któryś z tematów jest czyniony osią sporu politycznego przez walczące o władzę partie, trzeba postępować z wyjątkową ostrożnością, aby nie zostać wykorzystanym przez polityków. Tego niestety w ostatnich latach brakuje. Duchowni chętnie włączają się w polityczne debaty z różnych stron. Niby mogą, w końcu mamy demokrację – ale to dzieli. Mój znajomy ksiądz, twórca ewangelizacyjnych wideo, postępuje tutaj w bardzo rozsądny sposób: nigdy nie wypowiada się publicznie, także w internecie, na tematy polityczne. Zapewne wie, że część jego obserwatorów czułaby się przez to odrzucona. Nie inaczej jest z wiernymi. Polityczne dywagacje podczas kazań powodują, że odbiorcy o innym niż kaznodzieja światopoglądzie tracą zaufanie do organizacji.  

3. Niespójny model zarządzania komunikacją

Nieumiejętność zarządzania sytuacją kryzysową czy angażowanie się w politykę wynika też z przyjętego modelu zarządzania. Łatwo jest wdrożyć spójny styl komunikacji w firmie, która jest mocno scentralizowana i gdzie można szybko wyciągać konsekwencje wobec niesubordynowanych podwładnych. Łatwo zachowywać się spójnie, gdy organizacja wdraża i stosuje konsekwentną politykę komunikacji. Ale w sytuacji, gdy podwładni na zarządczych stanowiskach są tak samodzielni, że mogą opowiadać w mediach, co chcą i nikt nie jest w stanie ich zdyscyplinować, efektem jest niespójna, sprzeczna komunikacja – i brak zaufania do organizacji. 

4. Brak przejrzystości finansowej

Tutaj mamy do czynienia z prawdziwym węzłem gordyjskim: inne zasady opodatkowania, niezbyt zrozumiałe dla wiernych, brak przejrzystych informacji o finansowaniu, i na poziomie parafii (nie wszystkie przedstawiają wiernym rozliczenia), i wyżej. Powoduje to narastanie różnych opowieści, prawdziwych i nieprawdziwych. Kolejnym problemem jest kwestia osobistych dochodów księży. Jednym z ich źródeł utrzymania są ofiary za chrzty, śluby czy pogrzeby. Co bardziej “przedsiębiorczy” próbują zmuszać wiernych do płacenia wysokich kwot, nie licząc się z pogorszeniem ich sytuacji finansowej po śmierci bliskiego. Wierni płacą, bo zależy im na godnym pochówku – i tracą zaufanie do instytucji.  

5. Nieprzestrzeganie prawa przez przedstawicieli organizacji

Kościół katolicki stara się wyznaczać standardy w zakresie przestrzegania prawa, na co wskazują zapisy w pomocach do spowiedzi, dotyczące działalności gospodarczej czy zarobkowej. Sam z tymi zasadami często się rozmija. Są tacy przedstawiciele Kościoła, którzy działają niezgodnie z obowiązującym prawem, licząc na błogą nieświadomość drugiej strony (są też oczywiście tacy, którzy dbają o przejrzystość umów i rozliczeń). To nie zwiększa zaufania do organizacji, zwłaszcza w połączeniu z punktem 4.

6. Zła obsługa wiernych

Traktowanie wiernych przez księży to jeden z głównych problemów. Brakuje jednolitych standardów, jak z szacunkiem i taktem zachowywać się wobec wiernych, więc dużo zależy od kultury osobistej danego księdza. I niestety, niektórzy duchowni jej nie mają. Znam masę opowieści o księżach, którzy chodząc po kolędzie, zachowywali się grubiańsko wobec przyjmujących ich osób. Podobnie jak ci wymuszający ofiary, przekraczające możliwości finansowe wiernych. To również nie buduje zaufania. 

7. Nieumiejętność przyjmowania krytyki

W biznesie czy w nauce, w których na co dzień pracuję, krytyka to rzecz normalna. Służy wypracowywaniu lepszych rozwiązań. W środowiskach kościelnych krytyka – nawet słuszna – bywa odbierana jako zamach na niepodważalny autorytet. Wiąże się z tym nieumiejętność przyznawania się do błędów, która jest ważna zwłaszcza w komunikacji kryzysowej, gdy kryzys jest skutkiem błędu lub błędów popełnionych w organizacji. Brakuje też świadomości i przygotowania na to, że w dobie mediów społecznościowych informacje roznoszą się bardzo szybko. Źle rozegrana sytuacja kryzysowa = utrata zaufania.

8. Klikowość

Kolejnym problemem jest tworzenie klik – małych, zamkniętych grup, których członkowie są wobec siebie wyjątkowo lojalni. To powoduje problem w sytuacji, gdy członek kliki podejmuje działalność niezgodną z prawem lub popełnia przestępstwo. No, bo jak zrobić przykrość koledze i na niego donieść? Albo doprowadzić do usunięcia z organizacji? Gdy problem się wydaje i nie da się go już dłużej ukrywać, cierpi na tym wizerunek całej organizacji i zaufanie do niej.

Mam wrażenie, że obecnie podejście wśród zarządzających jest takie: co tam opinia publiczna, nie musimy się z nią liczyć, jesteśmy na tyle silną organizacją, że nawet i bez specjalnych działań wyjdziemy zwycięsko z obecnych problemów. Tyle, że opinia publiczna właśnie zaczyna pokazywać, co myśli. A właściwie – że nie ufa. Bez tego zaufania nie da się dojść daleko. Biznes już się o tym niejednokrotnie przekonał. 


Partnerzy