10 mechanizmów utrudniających dialog w internecie

Obserwuję różne dyskusje toczące się w mediach społecznościowych. Sama angażuję się w nie rzadko – nie chcę mieć dnia wyjętego z życiorysu. Zaobserowowałam, że dyskusja, którą można by było w spokoju przeprowadzić na żywo, w internecie skręca w jakieś absurdalne tory. Powodują to różne mechanizmy, które pojawiają się w tych dyskusjach. Utrudniają one porozumienie, dzięki nim spokojna debata potrafi się przerodzić w dziką awanturę. Będzie znowu lista numerowana, ale tak było mi najłatwiej zebrać myśli.

1. Polaryzacja poglądów

Poruszenie tematu, który jest kontrowersyjny, powoduje zjawisko na pierwszy rzut oka dziwne, a badaczom social media znane. W dyskusji od razu ujawniają się ludzie o najbardziej skrajnych poglądach, brakuje tych umiarkowanych. Ci, którzy byli umiarkowani i rozumieli racje obydwu stron, czują się przymuszani do opowiedzenia się po którejś z nich. Polaryzacja poglądów wzmaga się, a kiedy występuje, nie ma punktów wspólnych. Kiedy brakuje punktów wspólnych, nie ma szans na porozumienie. Rozchodzimy się w różne strony jeszcze bardziej wkurzeni i rozzłoszczeni na siebie nawzajem.

2. Generalizacje

W rozmowach internetowych często pojawiają się generalizacje na zasadzie „spotkałem trzy białe gołębie = wszystkie gołębie są białe”. Tymczasem nasze doświadczenie to dość ograniczone źródło wiedzy – możemy spotkać tylko te trzy białe gołębie i żyć w błogiej nieświadomości, że istnieje sporo szarych gołębi. Gdy ktoś posługuje się taką generalizacją (i nie trafia do niego, że może być inaczej), to na jego oponentów działa to zamykająco.

3. Stereotypizacja

dzielenie świata na „nas” i „onych”. I ci „oni” są zawsze źli, wszyscy bez wyjątku. I cokolwiek by nie zrobili, zawsze będą źli. Uchodźcy, geje, muzułmanie, księża, zwolennicy partii politycznej, której nie lubię … [tu podstaw dowolne słowo]. Stereotypy niestety mają to do siebie, że mocno upraszczają i spłycają rzeczywistość. Z kimś silnie wierzącym w jakiś stereotyp trudno jest podjąć dialog. Druga strona rozmowy czuje się potraktowana „z automatu”, a nie jako konkretna osoba.

4. Tło psychologiczne

Czasem podłoże jest psychologiczne, bo pod spodem są złe osobiste doświadczenia. Energia złości idzie wtedy w internetowe spory, bo o swoim problemie nie da się powiedzieć wprost w miejscu publicznym. Albo nie nie widzi się powiązania. W trakcie dyskusji z taką osobą wyczuwa się z jej strony ślepą furię, taką, że gotowa walić na oślep. Gdzieś pod spodem znajduje się jakaś głęboka rana, ale kiedy ktoś wyraża przede wszystkim silny gniew, bezpieczniej jest wziąć nogi za pas.

5. Poleganie w stu procentach na mediach

To, jak media przedstawiają sprawę, zależy od wielu czynników. Przede wszystkim wpływa na to polityka redakcji – które wydarzenia są wybierane i jak są przedstawiane. Poza tym maksymalne uproszczenie opisu zjawiska. W mediach nie ma miejsca na wieloznaczności. Ma być krótko, barwnie, ciekawie. Ma się dziać – konflikt jest ulubioną przez media strategią narracji, czasem jeszcze jest wpisany w jakąś gotową, typową dla danego medium kliszę. Każde medium ma takie swoje klisze. Warto być świadomym tych wszystkich mechanizmów.

6. Zbyt mała wiedza dostępna na dany temat

Bardzo trudno dyskutuje się o sprawach, o których wiedza jest niewielka lub jest o nich niewiele danych, na których można się oprzeć. Debata opiera się bardziej na domysłach, a nie na sprawdzonej wiedzy. Pojawiają się stereotypy, uprzedzenia, myślenie spiskowe. Paliwem są tutaj emocje, a nie rozum. A kiedy rozum śpi, budzą się upiory. Dyskusja grozi zamianą w naparzankę. Jak w punkcie czwartym, lepiej wziąć nogi za pas.

7. Nierówny poziom wiedzy

Niektórzy dyskutanci są świetnie przekonani co do swojego poziomu wiedzy i jego zgodności z rzeczywistością. Jakiekolwiek próby tłumaczenia czy pokazywania źródeł przez innych uczestników dyskusji nie skutkują – opór tylko rośnie, jak i złość (nikt nie lubi czuć się niekompetentny), pojawiają się złośliwości, osobiste ataki. To uniemożliwia dialog. Po co rozmawiać z kimś, kto zakłada, że to my nie jesteśmy ok? Dialog wymaga wzajemnego szacunku.

8. Przymus posiadania racji

Przekonanie o słuszności własnych poglądów. Postawa, że nawet, jeśli w dyskusji zaczyna wychodzić, że moja wiedza jest ograniczona, to i tak JA MAM RACJĘ. I ja muszę ciebie nawrócić, nie możemy się przecież różnić, bo to by oznaczało, że ze mną jest coś nie tak. Wtedy zacznę kwestionować ciebie – pojawiają się argumenty ad personam, manipulacje, wytykanie błędów, itd. Ale czy to prowadzi do porozumienia? Obawiam się, że nie.

9. Stosowanie odpowiedzialności zbiorowej

Zjawisko bardzo mocno związane ze stereotypizacją. Bazuje na założeniu, że jeśli należysz do jakiejś grupy, odpowiadasz za wszystkie błędy i przewinienia jej innych członków. Tymczasem nawet polskie prawo nie zna takiego pojęcia. Odpowiadamy indywidualnie, jako pojedyncze osoby. Jak działa stosowanie odpowiedzialności zbiorowej na naszego rozmówcę? Kończy on dyskusję, bo widzi, że już wydano na niego wyrok. Bez odwołania.

10. Myślenie spiskowe

Tak działa ludzki umysł, że szuka ukrytych powiązań i teorii, które uproszczą i wyjaśnią skomplikowaną rzeczywistość, a przy okazji dadzą poczucie bezpieczeństwa (znamy prawdę!). Teorie spiskowe zakładają, że istnieje jakaś grupa „onych”, która sprawuje absolutną władzę i manipuluje resztą ludzi. „Żydzi rządzą światem”, „spisek masonów” – to tylko dwa wybrane przykłady. Ślady myślenia spiskowego są wszędzie: w literaturze, w kinie, w polityce. Ulegają mu nawet ludzie uważający się za najbardziej nowoczesnych i otwartych. Powiedziałabym, że każda opcja światopoglądowa ma swoje ulubione spiski. Myślenie spiskowe jest karmione silnymi i mało racjonalnymi emocjami. Trudno tutaj jakkolwiek racjonalnie dyskutować, argumenty rozumowe bowiem nie zadziałają.

A Wam co przeszkadza najbardziej?

 


Partnerzy