Lights Move Festival 2017 – relacja z festiwalu

Lights Move Festival 2017 to tegoroczna edycja imprezy organizowanej w Łodzi już od kilku dobrych lat. Po polsku impreza nazywa się „Festiwal Kinetycznej Sztuki Światła”, nazwa angielska jest więc łatwiejsza i wdzięczniejsza do wymówienia. Po oglądaniu zdjęć z zeszłorocznej edycji i narzekaniach niektórych znajomych postanowiłam się wybrać w tym roku. I akurat nie żałuję.

Świetna promocja

Jestem fanką fanpejdża Łodzi na Facebooku. To jeden z lepiej prowadzonych miejskich fanpejdży w Polsce. Zawiera dużo przydatnych informacji – dzięki niemu wiem, co dzieje się w mieście i na co warto się wybrać, poznaję ciekawe miejsca (na przykład w ten sposób trafiłam na przytulną Kawiarnię w Podwyrku serwującą przepyszną kawę), wiem dużo o obecnych i planowanych inwestycjach. Do tego na fanpejdżu publikowanych jest masa pięknych zdjęć, które sama często udostępniam. Niektórzy ludzie myślą wręcz, że mieszkam w Łodzi 😉 Tam Lights Move Festival 2017 był już od dość dawna anonsowany, więc rozbudzało to mój apetyt i cieszyłam się na wyjazd. Bardzo przydatną rzeczą były też festiwalowe mapki, dostępne praktycznie wszędzie, w tym w recepcji hotelu w którym mieszkałam. Bardzo ułatwiały planowanie trasy i nawigację po wszelkich festiwalowych atrakcjach. 

Lights Move Festival 2017

Fragment ulotki festiwalowej (z materiałów organizatorów)

Łódź z innej perspektywy

Oglądałam miasto inaczej niż zazwyczaj. Nie wycieczka w pogodny dzień (choć i taką podczas mojego pobytu sobie zafundowałam), ale długie nocne spacery pomiędzy poszczególnymi atrakcjami festiwalu. Jak obliczyli organizatorzy, cała trasa liczyła 15 kilometrów, ja zrobiłam ich jednej nocy 13, następnej – 20. Oglądanie miasta nocą i odwiedzanie miejsc, zwłaszcza tych, których wcześniej się nie znało (instalacje stały nie tylko w najbardziej popularnych lokalizacjach), to niezłe ćwiczenie dla wyobraźni. Tak samo jak podziwianie niepozornych budynków, które podczas mappingów (animacji na fasadach) rozbłyskiwały feerią barw – moim faworytem zdecydowanie był kościół Zesłania Ducha Świętego. Może dlatego, że lubię wyraźne, nasycone barwy i geometryczne wzory. Nie wszyscy cieszyli się tym w pełni. Podsłuchałam w tłumie dziewczynę, która skarżyła się, że nie ma widzenia przestrzennego i wszystkie mappingi wydawały się jej płaskie. Ja tego nie doświadczyłam. Czerpałam pełną przyjemność z tego, co widziałam na fasadach budynków. Ogromnym polem do popisu wyobraźni był spektakl akrobatów na ścianie budynku podświetlanej w różne wzory, do których musieli się dopasować. Przypominało to trochę ostatnią inscenizację „Czarodziejskiego fletu” w TWON, gdzie za scenografię robi animacja rzucana na ścianę zbudowaną na scenie. 

Mój ulubiony mapping – animacja na fasadzie kościoła Świętej Trójcy

Interakcje ze sztuką

Podczas Lights Move Festival 2017 w przestrzeni miejskiej działy się działania artystyczne, które normalnie zamknięte są w ścianach galerii: instalacje, pokazy wideo, mappingi. Umówmy się, część ludzi nie będzie miała z nimi kontaktu, bo do galerii nie chodzą. Ale w imprezie masowej chętnie wezmą udział, nie wiedząc nawet, że mają do czynienia ze sztuką. Będą czuć określone emocje, mieć konkretne wyobrażenia, będą wchodzić w dialog (wiele osób podczas festiwalu wchodziła w strumienie świateł projektorów czy reflektorów i robiła sobie zdjęcia) – o co właśnie w kontakcie ze sztuką chodzi. W galerii ci sami ludzie czuliby się obco, sztywno, niekompetentnie. W przestrzeni miasta po prostu są u siebie. I dobrze się bawią.

Te świecące kształty na pierwszym planie to ludzie, którzy stoją w świetle projektora.

Tygrysy przy Manufakturze bardzo się publiczności podobały.

Zabawa światłem

Sztuka wysoka i niska

Podczas Lights Move Festival 2017 licznie objawili się handlarze wszelakich świecących przedmiotów. Stali praktycznie wszędzie. Opaski z migającymi rogami, kokardami, koronami czy oczami Minionków. Świetlne miecze. Świecące róże. Świecące obrączki. Widziałam też desperata, który obwiesił się światełkami LED podpiętymi do baterii. Naszła mnie myśl, że polskie obcowanie ze sztuką jest niestety pełne tego tandetnego wymiaru i handlarzy kiczem ciągnących za każdym ważniejszym wydarzeniem czy miejscem. Sporo osób nie umie poprzestać na przeżyciu, muszą posiadać jakiś przedmiot, który świadczy o tym, że gdzieś były. Albo muszą mieć coś, dzięki czemu będą mogli identyfikować się z wydarzeniem. Kiedy drugiego dnia chodziłam ze znajomymi, zrozumiałam, że świecące gadżety mają też wymiar praktyczny: dzięki nim można szybko odnaleźć się w tłumie, co ma znaczenie, jeśli idziesz w grupie. A przy wyłączonych latarniach ulicznych i w dużej masie ludzi naprawdę łatwo stracić się z oczu.

Handlarze świecidełkami byli wszędzie.

Inne działania promocyjne w przestrzeni publicznej

Ledwo skończy się Lights Move Festival 2017, a w mieście będą miały miejsce kolejne wydarzenia. Międzynarodowy Festiwal Sztuki Animacji, odbywający się za tydzień, zapowiada już swoją obecność w dyskretny, ale przyciągający uwagę sposób. Na wystawach sklepów przy ulicy Piotrkowskiej siedzą przykuwające uwagę lalki. Każda dopasowana jest do specjalizacji sklepu, w którym gości (np. w sklepie z ubraniami – elegancka damulka, w sklepie militarnym – żołnierz). Udało mi się znaleźć cztery takie lalki, ale zapewne jest ich więcej. W sumie mógłby to być pomysł na angażującą grę miejską: znajdź wszystkie lalki zapowiadające festiwal animacji i wygraj nagrodę/otrzymaj wejściówkę na festiwal itd.

Lalka-elegantka w sklepie z konfekcją damską.

Lalka estetyczna w gabinecie medycyny estetycznej.

Lalka-żołnierz w sklepie z militariami.

Kilka praktycznych rad

  • To co mi się sprawdziło, to dwudniowy pobyt. Pierwszego wieczoru przeszłam całą trasę i obejrzałam większość rzeczy (poza tymi, które nie były jeszcze włączone). Drugiego wieczoru nadrabiałam braki i jeszcze raz obejrzałam to, co podobało mi się najbardziej.
  • Na pierwszy wieczorny spacer nie wzięłam czapki i to był błąd. Wyziębiłam zatoki. W najlepszym przypadku zapowiada się katar-gigant.
  • Gdybym miała iść ze znajomymi ponownie, kupiłabym coś świecącego.
  • Warto mieć pod ręką naładowaną komórkę. I tak moje zdjęcia nie są tak dobre jak oficjalne zdjęcia organizatorów, ale są dla mnie rodzajem podręcznego notatnika, gdy teraz piszę ten wpis.
  • Dobrze znać przynajmniej centrum miasta – gdy Piotrkowska była zapchana, robiłam szybkie obejścia bocznymi ulicami aby szybko przemieścić się pomiędzy poszczególnymi punktami.

Lights Move Festival 2017

uważam za udany. Trochę nie rozumiem narzekań na fanpejdżu miasta, może ktoś, kto widział poprzednie edycje, uważa, że były lepsze, bo ma już jakąś skalę porównawczą i rozbudzone oczekiwania. Może ktoś, kto zna Łódź, może uważać że Park Staromiejski (nazwa nieoficjalna: park śledzia) to nie jest zbyt reprezentatywne miejsce na Lights Move Festival. Ja, jako przybysz z zewnątrz, pierwszy raz na festiwalu, takich oczekiwań nie miałam. A Łódź, jak zawsze, pożegnałam z żalem. Szkoda, że tak krótko. Szkoda, że tak mało.