Jak opanowałam natłok informacji. O walce z informacyjnym obżarstwem

Natłok informacji i to, jak sobie z nim radzić, kiedyś już opisywałam. Tymczasem przymus bycia na bieżąco sprawił, że sama zapomniałam o podstawowych zasadach higieny informacyjnej. Konieczne były radykalne kroki…

Lubię kupować przez internet. Ceny często są okazyjne, wybór towarów większy, można nabyć produkty trudno dostępne offline, jest wygodnie. A że przy okazji sklepy oferują możliwość zapisania się na newsletter, to czemu się nie zapisać. Na pewno niczego istotnego nie przegapię, myślałam, i ochoczo podawałam mój mailowy adres różnym internetowym sklepom.

Pierwszy sygnał, że coś jest nie tak, pojawił się przed Bożym Narodzeniem zeszłego roku. Marketingowcy obsługujący rozwiązania e-mail marketingowe, wpadli w jakiś rodzaj zbiorowego amoku. Ledwo tylko wyczyściłam skrzynkę z maili z ofertami, pojawiały się kolejne i kolejne. To było jak z odrąbywaniem głów Hydrze – ledwo tylko usunęło się jedną, na jej miejsce pojawiały się kolejne. Mimo, że prezenty kupiłam już dawno i przez internet właśnie, marketingowcy mieli nadzieje do ostatniej chwili, że może jednak jeszcze na coś się skuszę. Wysyłki wciąż przychodziły. Natłok informacji był ogromny. Zacisnęłam zęby i stwierdziłam, że trudno, jakoś wytrzymam ten czas i wszystko się uspokoi. Uspokoiło się. Do kolejnego święta komercji, czyli Walentynek.

natłok informacji

Równocześnie miał na mnie wpływ jeszcze jeden trend. O minimalizmie po raz pierwszy usłyszałam od przyjaciół, którzy musieli zmieścić się na dość niewielkiej, jak na trzy osoby, przestrzeni, i w związku z tym zaczęli pozbywać się nieużywanych przedmiotów. Z początku patrzyłam na to z lekką nieufnością: jak to, wyprzedawać książki? Przyjaciół się przecież nie sprzedaje. Potem trafiłam na wpis na blogu o. Krzysztofa Pałysa, który skłonił mnie do sięgnięcia po książkę “Minimalizm po polsku”. I chociaż nie pozbyłam się wszystkich niepotrzebnych rzeczy z dnia na dzień, zaczęłam się zastanawiać nad swoimi zwyczajami zakupowymi, ale też nad tym, jaki wpływ ma na mnie natłok informacji.

Tak zauważyłam, że komercyjne newslettery często skłaniają mnie do kupna dodatkowych przedmiotów. A co tu kryć, jestem straszną gadżeciarą. Uwielbiam wszelkie nowinki ułatwiające życie. Tyle, że szybko też się nimi nudzę i potem stoją nieużywane gdzieś w kącie. A jeszcze później gdzieś je oddaję. Po co więc w ogóle tyle kupować? Autorka książki o minimalizmie radzi zresztą, aby nie poddawać się pierwszemu impulsowi do kupna czegoś, tylko stworzyć sobie specjalną listę, gdzie będziemy wpisywać wszystkie przedmioty i wracać do niej na przykład po miesiącu, weryfikując pierwotny pomysł.

Nie wspomnę już o papierowych książkach. Przyznaję się, to jest mój największy nałóg. Zwłaszcza, że problemem nadal jest kupno e-booka. Często są droższe niż książki papierowe, a wiele wartościowych pozycji (pierwszy lepszy przykład: Wydawnictwo PWN) w ogóle nie jest dostępnych w wersji elektronicznej. Ok, biblioteki. Niestety nie mają książek specjalistycznych. Trzeba kupić, bo szkolenie, bo zajęcia na uczelni, bo czegoś trzeba się nowego dowiedzieć… Dlatego tak zwane “kominy” czy “stosiki” w moim mieszkaniu mnożą się i rosną w tempie zastraszającym. A newsletter z wydawnictwa bardzo ułatwia zakup nowego produktu…

Wniosek był jeden: przejść na newsletterową dietę. Jeśli jakiś produkt zaczyna być mi potrzebny, sama zaczynam go przecież szukać.

Jak walka z natłokiem informacji wyglądała w szczegółach?

  • Zostawiłam sobie tylko newslettery z blogów i serwisów branżowych – są dla mnie źródłem wartościowych informacji.
  • Wypisałam się ręcznie ze wszystkiego, co trafiało do zakładki “Oferty” w Gmailu.
  • Wykorzystałam opcję wypisu z wielu list równocześnie, oferowaną przez twórców rozwiązań do wysyłek newsletterów. Link do niej pojawi się wtedy, gdy próbujecie się wypisać z pojedynczego newslettera.

Efekt: rzadziej zaglądam do poczty, bo nie ma potrzeby częstego przeglądania i czyszczenia jej. Przez to czuję się mniej przeciążona i lepiej się koncentruję. Odwiedzam mniejszą liczbę stron internetowych, bo nie mam już potrzeby sprawdzania szczegółów ofert. Na przyszłość obiecuję sobie ostrożność przy zapisywaniu się na komercyjne newslettery. A Wy? Macie swoje sposoby?

 

P.S. Z książkami sprawa nie będzie taka prosta 😉


Anna Miotk
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.