Co się z nami stało w sieci?

Internet robi się coraz bardziej nieprzyjaznym miejscem. I nie chodzi o polityków. Chodzi o nas. O zwykłych użytkowników, którzy rzucają w siebie słowami jak kamieniami.

Zapewne to zauważasz kiedy korzystasz z social mediów. Ja widzę to codziennie, kiedy wchodzę w komentarze. Hejt wymierzony w znane osoby (przykładowo – hejt wobec Poli Bełtowskiej, polskiej zawodniczki startującej w olimpiadzie). W dzieci. Z jednej politycznej strony hejtowano 7-letnią córkę prezydenta Karola Nawrockiego. Z drugiej – dziennikarkę, która wypowiedziała się krytycznie o wystąpieniu Pierwszej Damy RP. No dobrze, możesz to zrzucić na trolle działające na potrzeby konkretnych frakcji politycznych. Ale spora część wypowiedzi pochodzi o takich osób, jak Ty i ja. Osób prywatnych. Takich, które nakręciły się emocjonalnie na skutek wypowiedzi polityków czy dziennikarzy. 

Źródło: Adobe Stock

Najbardziej zaskakuje mnie jedno. Hejt pojawia się tam, gdzie nikt się go nie spodziewa. Nawet pod postami o książkach dotyczących historii regionów. Nawet tam. Na facebookowej stronie Ośrodka Karta, który publikuje różne świadectwa historyczne i który niedawno opublikował wspomnienia Hansa Lehndorffa z Prus Wschodnich pojawiły się pretensje o to, dlaczego wydawana jest książka autorstwa Niemca.

Wystarczyłaby odrobina znajomości lokalnej historii, aby wiedzieć, jak w czasach Lehndorffa wyglądała struktura społeczna Prus i jakie miejsce zajmowali w niej Polacy. Wystarczyłaby też podstawowa orientacja w ofercie wydawniczej książek dotyczących Warmii i Mazur, aby wiedzieć, że polscy autorzy mają swoje zasłużone miejsce. Sama posiadam współczesne reprinty książek polskich działaczy niepodległościowych z Warmii. 

Inny obszar, zapewne dobrze Ci znany, to fora i grupy dyskusyjne (także zawierające się na platformach społecznościowych). Owszem, są grupy moderowane, z przejrzyście ustalonymi zasadami, i tam jest w miarę bezpiecznie.

Istnieją też grupy, gdzie postów jest na tyle dużo, że administratorzy odpuszczają dokładną moderację. I tam zadajesz zwykłe pytanie. Jedno. Niewinne. I odpowiedzią jest atak. Przykład pierwszy z rzędu. Użytkowniczka mokotowskiego forum pyta o kawiarnię na Mokotowie gdzie może pójść z małym dzieckiem i gdzie jest przyjazna obsługa. Od razu pada zjadliwy komentarz, że powinna sama wychowywać swoje dziecko a nie powierzać to obsłudze. To i tak jeszcze mało. Najgorzej mają osoby o obco brzmiących nazwiskach. Tu hejt jest pewny jak w banku.

Wiecie, co jest najgorsze? Że sama przestałam się odzywać. Przestałam komentować. Przestałam brać udział w dyskusjach.

Wybieram dobrze mi znane, bezpieczne pod kątem moderacji grupy. 

Staram się też pamiętać, że pisząc komentarz to jakbym mówiła do drugiej osoby. Piszę wtedy, kiedy ktoś oczekuje jakiejś informacji czy rady. Albo pogratulować sukcesu. Choć przyznaję, że czasem nie wytrzymuję, kiedy ktoś wyskakuje z jakimiś bardzo absurdalnym stwierdzeniem i wtedy zaczynam zadawać krytyczne pytania. 

A Wy?

Wchodzicie w dyskusje?
Ignorujecie?
A może – tak jak ja – coraz częściej milczycie?


Anna Miotk
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.