Rzeczozmęczenie – czy naprawdę potrzebujemy tych wszystkich przedmiotów?

Rzeczozmęczenie to książka napisana przez Jamesa Wallmana, dziennikarza, futurologa, prognostyka trendów i doradcę.

Wallman twierdzi, że nasza cywilizacja to cywilizacja nadmiaru. Na dowód cytuje różne eksperymenty pokazujące, ile rzeczy jest nam naprawdę potrzebnych do codziennego życia. Istotnie, w porównaniu z poprzednimi pokoleniami możemy sobie pozwolić na więcej. Nie chodzimy już w połatanych ubraniach i nie mamy jednej pary butów, jak nasi przodkowie. Nasze życie jest dość wygodne – jednak czy aby naprawdę potrzebujemy tych wszystkich przedmiotów, które trzymamy w naszych domach?

Rzeczozmęczenie diagnozuje, co nas do tego doprowadziło. Aby firmy mogły osiągać zyski, musiały sprzedawać więcej. I to nie supertrwałych, dobrej jakości przedmiotów, które miały nam wystarczyć na całe życie. Zaczęło im się opłacać robić rzeczy dużo gorszej jakości. Trzeba też było przekonać konsumentów do kupowania – tak powstała reklama i inne narzędzia marketingowe. Stąd niedaleko już do materializmu, w którym wartość człowieka mierzona jest liczbą i ceną przedmiotów, które posiada. I tak znaleźliśmy się w punkcie, w którym obecnie jesteśmy.

rzeczozmęczenie

Rzecz jasna, gdzie dominuje jakiś nurt, szybko pojawia się nurt przeciwstawny. Pierwszą próbą był minimalizm, polegający na ograniczaniu liczby posiadanych przedmiotów. Jednak Wallman nie do końca jest do niego przekonany, uważa, że minimalizm szybko doprowadził do rywalizacji o status pod kątem jak najmniejszej liczby posiadanych przedmiotów. W  książce Rzeczozmęczenie opisuje też historię rodziny, która próbowała się odciąć od cywilizacji, jednak życie bez jej dobrodziejstw okazało się zbyt trudne. Rodzina powróciła na cywilizacyjne łono, ale po przemyśleniu sprawy z dobrodziejstw postępu korzysta w sposób umiarkowany.

Propozycja Wallmana to eksperymentalizm, czyli zastąpienie posiadania rzeczy kolekcjonowaniem doświadczeń. Zamiast dążenia do osiągnięcia tradycyjnie rozumianego sukcesu zawodowego Wallman proponuje poszukiwanie satysfakcji z aktualnie wykonywanej pracy, bez względu na pozycję zawodową.Typową dla materializmu chęć imponowania innym Wallmann proponuje zastąpić poszukiwaniem tych działań, których wykonywanie daje nam największe zadowolenie. Promuje też współpracę z innymi w miejsce materialistycznej rywalizacji. Zachęca do przemyślanych zakupów – nie rzeczy, które mają podwyższyć status w hierarchii społecznej, a rzeczy, które rzeczywiście są potrzebne. Radzi też, aby skupić się na przeżyciach, a nie przedmiotach – na przykład zamiast gromadzenia licznych CD z muzyką częściej chodzić na koncerty ulubionych wykonawców.

Koncepcja Wallmana jest warta rozważenia i stosowania (przynajmniej w pewnym zakresie), ale budzi we mnie dwie wątpliwości. Chęć rywalizacji o pozycję i budowania statusu są tak wpisane w ludzką naturę, że wydaje się niemożliwe, abyśmy tak łatwo z tego zrezygnowali. Jak zauważył już Orwell, do początkowego “wszystkie zwierzęta są równe” dość szybko dodawane jest “ale niektóre zwierzęta są równiejsze od innych”. Jestem sobie w stanie wyobrazić eksperientalistów, którzy licytują się na liczbę doświadczeń… Moja druga wątpliwość jest taka, że wielu ludzi przywiązuje dużą wagę do rzeczy. Do czegoś namacalnego, czegoś, co można dotknąć lub trzymać na półce. Szczególnie to widać w naszym kraju, gdzie mocno rozwinięty jest handel pamiątkami wakacyjnymi. Dlatego obawiam się, że eksperientalizm w czystej postaci w Polsce raczej się nie przyjmie…

Za książkę dziękuję wydawnictwu Insignis.