Mój największy nałóg

Już dawno uznałam, że wobec niego jestem bezradna i nawet nie próbuje z nim walczyć. Co jakiś czas rzecz jasna próbuję go kontrolować. Teraz jestem właśnie na takim etapie…

Wchodzenie do TYCH sklepów jest dla mnie zagrożeniem. Zwłaszcza, że dzięki kartom, pieniądze mam przy sobie praktycznie zawsze. Wystarczy rzut oka, feeria barw i ten obłędny zapach. I już nie potrafię się powstrzymać. Obładowana wychodzę ze sklepu. Internet odracza tylko moment gratyfikacji. A potem problem decyzyjny od czego zacząć (jeśli paczka zawierała więcej niż jeden produkt), zarwane noce, podkrążone oczy i zmęczenie rano. A przede wszystkim TEN zapach…

Zapach nowej, drukowanej książki. Osoby z branżuni, prenumerujące magazyn Press, świetnie wiedzą, o co chodzi. Uwolnienie czasopisma z folii powoduje, że w pokoju biurowym zaczyna unosić się niesamowita woń. Niektórzy pracownicy ukradkowo wtykają nosy w magazyn i wąchają, wąchają, wąchają… Nowe, świeżutkie książki też tak pachną. Kiedy byłam mała, pierwszy zawód, jaki sobie wymyśliłam, to była praca w drukarni. Prawdopodobnie dlatego. Nową książkę trzeba obwąchać, to część rytuału. Dla mola książkowego to jak zapach tytoniu dla palacza. Dlatego wchodzenie do księgarń jest takie niebezpieczne: jest tam dużo nowych, pachnących książek!

Ten nałóg jest kosztowny. Mole książkowe, które mają karty debetowe/kredytowe, świetnie o tym wiedzą. Wydawanie gotówki uruchamia kaca moralnego. Tymczasem wstukanie PINu lub przesunięcie karty aż tak nie boli. Moralniak odezwie się dużo później. Póki co, rozkoszujemy się nowym nabytkiem. Ten nałóg powoduje też straty w otoczeniu. Ile razy przedkładamy ciekawą książkę nad poświęceniem czasu drugiej osobie? Ile razy obserwujemy zniszczenia dokonujące się w umeblowaniu naszego mieszkania, gdy półki nie wytrzymują naporu kolejnych tomiszcz?

Potem przychodzi moment otrzeźwienia. W którymś momencie zauważamy, że nie mamy co zrobić z wylewającym się z każdego wolnego miejsca bogactwem. Gdy zauważamy, że kolejne kupione książki przeczytaliśmy tylko raz, a potem odłożyliśmy na półkę. Gdy zaczynamy czuć się coraz bardziej przytłoczeni coraz bardziej zatłoczoną przestrzenią. Gdy zmieniamy okulary na mocniejsze lub dolega nam tzw. zespół suchego oka.

Na szczęście czytanie przynosi więcej pożytków, niż strat. Czytając, poszerzamy swoją wiedzę o świecie. Wystawiamy się na doświadczenia społeczne – nasze mózgi zachowują się (niemal) tak samo, jakbyśmy słuchali historii opowiadanej przez kogoś innego. Przeżywamy emocje. Doświadczamy napięcia związanego z losami bohaterów, a potem oczyszczenia. Odpoczywamy i relaksujemy się. Dlatego to nie jest nałóg, który należałoby definitywnie porzucić.

biblioteczka

Możemy próbować jakoś tym zarządzać. Po wybudowaniu regału na moje zbiory i przekonaniu się, że nie wszystko się zmieści, jestem właśnie na tym etapie. Jakie metody na ograniczenie drukowanych książek:

  • Kupuję ebooki. Robię tak zwłaszcza w przypadku jednorazowych lektur. Cena e-booka niewiele różni się od książki drukowanej, ale można znaleźć korzystne promocje. Korzystam z kodów rabatowych Woblink, ale zaglądam też na Upolujebooka.pl, porównywarki cen ebooków w różnych księgarniach.
  • Książki drukowane kupuję wtedy, gdy wiem, że posłużą mi dłużej lub chciałabym dobrze zapamiętać ich treść. Są to głównie podręczniki akademickie, książki ulubionych pisarzy oraz książki związane z moimi zainteresowaniami. Także te, w których szata edytorska ma dla mnie znaczenie (albumy lub wydania ilustrowane).
  • Wypożyczam z biblioteki. Ostatnio mniej, bo miasto Warszawa mocno przycięło budżet na nowe pozycje i ambitniejszej prozy można ze świecą szukać, przynajmniej tam, gdzie jestem zapisana.
  • Wypożyczam przez internet. Korzystam z platformy Ibuk.pl. Niektóre książki można tam wypożyczyć w wersji elektronicznej. Płacimy abonament (jest dostępnych kilka planów) i książkę możemy czytać przez przeglądarkę internetową. Jeśli książka jest w jakiś sposób związana z moją pracą naukową, robię notatki.
  • Zbędne książki sprzedaję lub oddaję. Można przez antykwariaty lub wśród znajomych. Na Służewie można oddać też na rzecz antykwariatu działającego podczas festynu parafialnego.

Drogie mole książkowe, a jak Wy sobie radzicie?