Czym grozi nieobecność w nowych mediach?

Nam jeszcze nie aż tak grozi, jak w Stanach, ale warto się na tym zastanowić…

Jakoś ostatnio polubiłam The Measurement Standard, ze względu na wysyp ciekawych tekstów. Tym razem Katie Delahaye Paine dzieli się konsekwencjami nieprowadzenia pomiaru nowych mediów lub też nieobecności w nich. Z rozmów prowadzonych przez Katie wynika, że wiele osób ani nie jest aktywnymi użytkownikami nowych mediów, ani też nie monitoruje konwersacji prowadzonych w nowych mediach. Jakie są, jej zdaniem konsekwencje? Proszę bardzo:

  • Nie wiesz, co mówi się o tobie. Dyskusja i tak i tak ma miejsce. Możesz zdecydować się na wzięcie udziału lub nie, ale i tak nawet kiedy nie słuchasz, ludzie rozmawiają.
  • Nie wiesz, co się dzieje na rynku. Podglądanie konwersacji toczonych w Twitterze, Facebooku czy na blogach to jak udział w darmowej grupie focusowej, trwającej 24 godziny i 7 dni w tygodniu.  Jeśli słuchasz tego, co na rynku piszczy, możesz przewidywać potrzeby klientów, poprawiać produkty i dowiedzieć się, co złego jest w tym, co obecnie produkujesz. Nawet jeśli ty nie nasłuchujesz, jest szansa, że robi to twoja konkurencja.
  • Nikt cię naprawdę nie zna. Jeśli nie zabierzesz wirtualnego głosu, ułatwia to kradzież nazwy twojej marki. To kwestia paru minut założenia konta na Twitterze (ja tutaj jako polski odpowiednik umieściłabym Naszą-Klasę, gdzie istnieje mnóstwo fikcyjnych profili). Dużo ludzi ciągnie do kont znanych marek i nie zastanawia się nad tym, czy profil jest fałszywy, czy też nie. Jeśli zabierzesz głos i zyskasz sobie reputację dzięki autentyczności i prawdzie, będzie o wiele trudniej przejąć twoją markę.
  • Kiedy będziesz już potrzebował zabrać głos, nie będziesz wiarygodny. Internetowa super-duper autostrada jest zatłoczona rozjechanymi markami, które zignorowały UGC. Zazwyczaj najpierw mają one kryzys, a potem dopiero zakładają bloga albo konto na Twitterze. Nieważne, czy rozmawiasz online, czy offline, zabiera miesiące jeśli nie lata, zbudowanie zaufania w relacji. Rozpoczęcie rozmowy oznacza tworzenie depozytów w banku zaufania. Wtedy, zawsze kiedy będziesz jej potrzebować, będzie tam twoja wiarygodność.
  • Oddajesz swoje przewagi konkurencyjne. Jeśli nie monitorujesz, co akcjonariusze mówią o twoim rynku, istnieje szansa, że robi to twoja konkurencja. Oznacza to, że szybciej są w stanie dostarczyć newsa, szybciej wprowadzić produkt na rynek oraz lepiej szybciej i taniej niż ty odpowiedzieć na potrzeby.
  • Staniesz się nieefektywny i przestarzały.  Nowe media to właśnie to, co dzieje się teraz w PR. Jeśli nie nauczysz się szybko z nimi obchodzić, jako specjalista ds. PR staniesz się coraz bardziej nieużyteczny.

Radzę się z tym zapoznać, bo tak samo za jakiś czas będzie w Polsce. Zobaczcie, co już się dzieje na rynku prasy i dokąd odpływają budżety reklamowe. Poza tym prasa nie da tego co internet – tutaj można nie tylko przeczytać tekst, ale szybko i łatwo wyrazić opinię na jego temat (bez konieczności produkowania listu i słania go do redakcji za pomocą tradycyjnej poczty), podyskutować z autorem o ile ma bloga, wymienić się poglądami w grupie podobnych ludzi (to podobieństwo zainteresowań ma duże znaczenie, zwłaszcza, jeśli mieszka się w mniejszej miejscowości i ludzi, przez których możemy być zrozumiani, na miejscu praktycznie nie ma). Nie musimy wysyłać ankieterów, aby wiedzieć, co siedzi w głowie komuś z małej miejscowości. Wystarczy chociażby analiza materiału zdjęciowego z Naszej-Klasy. Mamy też już polski odpowiednik marek na Twitterze, czyli fikcyjne konta na Naszej-Klasie właśnie. I ludzie się do nich ochoczo dopisują. Monitoring UGC jest faktycznie tańszy niż focus i pozwala łatwo zobaczyć, co siedzi w głowie naszemu klientowi bez konieczności prowadzenia kosztownych badań. Oczywiście przy założeniu, że wszystkie dyskusje są prawdziwe, o co niestety ostatnio dość trudno po cyklu publikacji Gazety Wyborczej na temat marketingu szeptanego. Jednak, nawet jeśli nie są – wiemy, co robi nasza agencja od promocji online i wiemy, co robi konkurencja.

Swoją drogą, nie wiedziałam, że Amerykanie też używają zwrotu „super-duper” 😉


Partnerzy