Czy płatne newsy mają sens?

Jednym z najnowszych pomysłów wydawców, w obliczu spadku przychodów ze sprzedaży prasy, jest wprowadzenie odpłatności za newsy w internecie. Do tego genialnego pomysłu przekonywał nas podczas konferencji AMEC w Berlinie, Christoph Keese z niemieckiego Axela Springer AG, odpowiedzialny za public affairs. Sala przyjęła jednak jego prezentację bardzo sceptycznie, wątpiąc, czy będzie to aż tak zyskowne przedsięwzięcie. Z kolei w ubiegłotygodniowej Rzeczypospolitej opublikowano wyniki badań PriceWaterhouseCoopers, które stwierdzają, że czytelnicy są już gotowi płacić za dostęp do części newsów w sieci.

Pomysł odpłatności za newsy budzi mój sceptycyzm, jako zwykłej użytkowniczki internetu. Nie mam czasu na czytanie codziennych gazet i ich nie kupuję. W weekendy, kiedy mam więcej czasu, zaglądam do tygodników opinii, od których oczekuję bardziej pogłębionych analiz niż banalne „Grzegorz Smok z Będzina, któremu ukradziono atrakcyjny numer komórki, jest zastraszany przez złodzieja. Oddaj numer, bo inaczej łeb ci urwę – zadzwonił do niego jakiś mężczyzna” (przykładowy news z działu Wiadomości Gazeta.pl, który jest zapowiadany na pierwszej stronie). Swoją drogą nie rozumiem, dlaczego tygodniki opinii próbują się ścigać z prasą codzienną. Newsy codziennie czytam na portalu, wyławiając te, które faktycznie mogą mieć dla mnie jakieś znaczenie. Czytam je z dużą dozą nieufności, znając skłonność dziennikarzy do generalizacji, nadawania informacjom pozoru sensacji czy epatowania negatywami.

Jednak jeśli newsy zaczną być odpłatne, po prostu z nich zrezygnuję, bo nie wnoszą dla mnie aż tak wiele. Podobnie, jak na prezentacji Christopha Keese odpowiem: tak, zdarza mi się kupować artykuły w płatnych archiwach, ale były to artykuły potrzebne do zastosowań firmowych (na przykład robiliśmy w agencji PR analizę wizerunku medialnego potencjalnego klienta i potrzebowaliśmy przejrzeć wszystkie publikacje na temat danej firmy). Nie kupuję artykułów do zastosowań prywatnych i nie zamierzam tego robić.

Ciekawa jestem, czy inni internauci, zwłaszcza mniej wymagający i przyzwyczajeni do tego, że treści internetowe są darmowe, myślą dokładnie to samo. Może się okazać, że płatne newsy wcale nie będą cieszyły się aż takim zainteresowaniem, jak spodziewają się tego wydawcy.

Zdjęcie pochodzi z serwisu sxc.hu


  • Do tego, co ważniejsze newsy i tak się rozejdą po serwisach społecznościowych. Już widzę prawników gazety (np.) tropiących użytkownika filipinka, który jako pierwszy na twitterze przekleił newsa o dymisji ministra.

    Ciekawy wydaje mi się przykład … sportowy. Chodzi o sprzedawanie dostępu do filmików z bramkami z meczów ekstraklasy, czego rok z okładem temu parę portali próbowało. Nie znam wyników ale wątpię, by były oszałamiające, za to dość łatwo było znajdować co ciekawsze nagrania na youtube (gdzie oczywiście trwał pingpong kasowania i dodawania na nowo), a w najgorszym wypadku na jakichś arabskich lub portugalskich serwisach. W tym roku już było za darmo. A medium jednak trudniejsze do powielania niż tekstowy nius.

    Płatny dostęp może mieć sens do zaawansowanych merytorycznie zbiorów artykułów tematycznych, co już się zresztą gdzieniegdzie dzieje. Ale tu często lepiej można zarobić na promocji firm i produktów niż na opłatach dostępowych.

  • Pingback: Notatnik zapisywany wieczorami()

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług zgodnie z Polityka Ciasteczek. OK, rozumiem.

Partnerzy