Wiem, wiem, znowu się czepiam.
Ale gdy podczas pisania rozprawy znajduję kolejnego kwiatka, to jak mam się nie czepiać? Założyłam nawet osobną kategorię na ciekawe cytaty, które znajduję w literaturze: „Złote myśli”. Będę tutaj publikować (i krytykować) co ciekawsze odkrycia.
Żeby nie było. Jestem ogromną fanką książki Barbary Rozwadowskiej „Public relations. Teoria, praktyka, perspektywy”, wydanej w 2002 roku przez Studio Emka. Została napisana prosto i przystępnie. Nawet początkujący praktyk jest w stanie na jej podstawie zrobić coś, czego nigdy wcześniej nie robił – dzięki tej książce udało mi się między innymi przygotować zalecenia sponsoringowe dla jednego z moich klientów, choć nigdy wcześniej tego nie robiłam.
Tym razem zaglądam do Rozwadowskiej, pisząc rozprawę, do rozdziału poświęconego pomiarowi efektywności. Cytat pierwszy:
Efektu tych działań [public relations – przyp. A. M.] nie da się zmierzyć ilościowo (na przykład wyrażając go wielkością sprzedaży), a jedynie jakościowo (zmiany w nastawieniu opinii publicznej)
i cytat drugi:
Efekt działań public relations pozostaje w sferze opinii, a zatem nie da się go zmierzyć matematycznie, a jedynie jakościowo
Z tego stwierdzenia wynikałoby, że opinii (w znaczeniu: opinia publiczna) w ogóle nie można badać, a jeśli już – można to robić wyłącznie za pomocą badań jakościowych. A co w takim razie ze społecznymi badaniami ilościowymi, które bazują na statystyce i matematyce właśnie?
Z kolei opinii, że PR nie da się zmierzyć ilościowo (jeśli przez ilościowo rozumieć wyniki przedsiębiorstwa, na przykład wyniki sprzedaży), przeczy rozwój analizy wskaźnikowej w badaniach public relations (modny ostatnio ROI) i udane próby skorelowania wskaźników w rodzaju Share of Discussion z wynikami sprzedaży. Tutaj jednak jestem w stanie jeszcze zrozumieć, że gdy Rozwadowska pisała tę książkę to był 2001 rok, zachodnioamerykańscy PR-owcy blogów jeszcze nie pisali, a prace nad Share of Discussion były jeszcze w powijakach.
I jeszcze jeden cytat:
Skutki public relations zauważa się dopiero po jakimś czasie, przy czym nigdy do końca nie wiadomo, po jakim.
Spostrzegawczy i doświadczony praktyk PR dla media relations przyjąłby okres pół roku od momentu rozpoczęcia oficjalnej komunikacji z mediami. Jest to czas, w którym dziennikarze otrzymujący materiały prasowe przyzwyczajają się, że dana firma regularnie się z nimi komunikuje, a także nabierają do niej jako takiego zaufania. Przydałoby się oczywiście jeszcze sprawdzić to empirycznie, a także dokonać pomiarów dla innych narzędzi public relations (niniejszym zakładam też nowy tag „nowe kierunki badań w public relations”, gdzie będę spisywać wszelkie pomysły na ten temat – może w przyszłości uda mi się je zrealizować).

