Pierwsza jaskółka?

Marcowy numer Marketingu w Praktyce przynosi trzy teksty, na które warto rzucić okiem.

Darek Tworzydło streszcza metodę macierzy wizerunkowej, którą można się posłużyć przy projektowaniu strategii komunikacyjnej. Przydało by się uzupełnić artykuł praktycznym warsztatem. Dobrze napisany jest tekst Anny Sanowskiej o monitoringu mediów. Jednak to, co mnie najbardziej zaciekawiło, to felieton Jana Hartmana „Z badacza – uczony”, który mówi o niełatwych relacjach pomiędzy środowiskiem naukowym a biznesowym w dziedzinie badań. Oficjalnie problem jest natury metodologicznej: badania opierają się na synkretycznych modelach metodologicznych [o czym autorka niniejszego bloga przekonuje się na własnej skórze próbując dojść, co tak naprawdę składa się na metodologię public relations], prowadzone są na zbyt małych próbach, w zbyt krótkim horyzoncie czasowym, a ich wyniki są mało wiarygodne i zbyt rzadko są weryfikowane przez dane obserwacyjne. To zaś, co uda się przewidzieć, i tak z góry wiadomo, bo jest intuicyjne bądź trywialne. Hartman twierdzi, że jest to obiegowa i krzywdząca opinia, która wskazuje, że firmy konsultingowe i badawcze muszą pracować nad swoim wizerunkiem, aby odpowiadał on słusznym intelektualnym aspiracjom zatrudnionych w nich badaczy. Jednym z pomysłów Hartmana jest zorganizowanie (przez dużą firmę badawczą lub stowarzyszenie zawodowe) we współpracy z uniwersytetami warsztatu pracy dla grupy doktorantów, własne publikacje naukowe, opierające się na doświadczeniach praktycznych. Miałoby się to przełożyć na jakość badań, a ostatecznie – na zwiększenie wartości usług badawczych.  Ostatecznie chodzi o to, aby pisać i wydawać dobre książki, jak to w nauce, konstatuje Hartman.

Tak sobie myślę, że w branży PR jest całkiem podobnie, a nawet jeszcze trudniej. Pamiętam swoje przygody z komisją egzaminacyjną na studia doktorskie w PAN, gdzie zarzucono mi, że pomiar efektów działań PR to dobry temat na rozprawę doktorską… ale z marketingu; było to tym bardziej intrygujące zjawisko, że w tej komisji zasiadali też panowie wykładający na… Podyplomowym Studium PR prowadzonym właśnie przez PAN (ostatecznie piszę doktorat na Uniwersytecie Warszawskim i jestem bardzo zadowolona z takiego obrotu spraw). Teoretycy patrzą na praktyków nieufnie. Z kolei praktycy PR nie mają wystarczającego przygotowania naukowego i teoretycznego, aby równocześnie móc przyczyniać się do rozwoju PR jako nauki i nie mają też takiej potrzeby (poza nielicznymi wyjątkami). Albo traktują działalność naukową na tym polu jako zwariowane i niepraktyczne hobby.

Chociaż mamy już pierwszą nieśmiałą oznakę zmian – działa Akademia Komunikacji Marketingowej – platforma porozumienia pomiędzy PTBRiO i ZFPR oraz kilkoma jeszcze organizacjami branżowymi, oferując kursy dla zainteresowanych pogłębieniem swojej wiedzy z tego zakresu. Myślę, że to ważny sygnał. W końcu nie ma skutecznego PR bez badań. Pytanie, czy za nim pójdą kolejne…

Zdjęcie pochodzi z serwisu sxc.hu