Blue Monday – rzekomo najsmutniejszy poniedziałek roku

Blue Monday to rzekomo najbardziej dołujący poniedziałek w roku. Rzekomo, gdyż cała teoria na jego temat jest typowym przykładem pseudonauki – udaje naukową, a taka nie jest. Naukowcy ją zresztą, wyśmiali. Ale Blue Monday, choć nieprawdziwy, mówi nam coś ważnego o nas samych i o naszym świecie.

Inspiracji do napisania tego wpisu dostarczyła mi wczorajsza audycja z Radio 357. Prowadząca przez cały czas nawiązywała do Blue Monday. Że to najsmutniejszy poniedziałek w roku, że tego dnia czujemy się najbardziej zdołowani itd. Mówiła to jak najbardziej poważnie. No, faktycznie, już od samego słuchania takich stwierdzeń, można było złapać doła. Mnie zainspirowało to jednak do przyjrzenia się samemu pomysłowi.

Jak powstał Blue Monday

Jego geneza była dość prosta. W roku 2004 brytyjska agencja PR Porter Novelli chciała przyciągnąć uwagę mediów (i ich odbiorców) do oferty swojego klienta, biura podróży. Postanowiła ogłosić Blue Monday, rzekomo najbardziej dołujący dzień w roku, a jako remedium zaproponować kupno zagranicznej wycieczki. Jest to typowy zabieg stosowany w public relations. Prezentuje się problem (prawdziwy lub sztucznie stworzony) i podsuwa się rozwiązanie. 

Uzasadnieniem dla ogłoszenia Blue był “wzór” opracowany przez Cliffa Arnalla, który był nauczycielem na kursach wieczorowych w Cardiff University (on sam podawał się za psychologa z tej uczelni). Wzór uwzględniał takie składowe, jak pogodę (w styczniu mamy krótkie dni i niewiele światła słonecznego), psychologiczne (to czas, kiedy rezygnujemy z postanowień noworocznych) i ekonomiczne (to termin, w których trzeba zacząć spłacać zadłużenie na kartach powstałe podczas świątecznych zakupów). Jednak na podstawie tego wzoru nie da się wyliczyć daty, z powodu niemierzalności niektórych składowych wzoru i ich niezgodności pomiędzy sobą. 

Dalsze modyfikacje Blue Monday

Pomysł został skrytykowany przez naukowców i w mediach, które posiadają swoje kolumny poświęcone pseudonauce, jak “The Guardian”. W podlinkowanych tekstach możecie poczytać, jak nad Arnallem pastwią się Ben Goldacre i Dean Burnett (a słownictwa używają dość niewybrednego). Sam Cardiff University odciął się od Arnalla, publikując w “The Guardian” oświadczenie, że był on jedynie kontraktowym współpracownikiem, a nie etatowym pracownikiem uczelni. 

Arnall niespecjalnie się tym przejął, produkował zresztą podobne wzory na zlecenie innych klientów (i chwalił się naukowcom, że dostaje za to pieniądze). Co do Blue Monday, Arnall zmienił swój pomysł. Ponieważ Blue Monday nie da się wyliczyć z wzoru, uznał, że tym dniem  jest czwarty poniedziałek stycznia. Później “przełożył” Blue Monday na trzeci poniedziałek stycznia ze względu na kryzys. 

blue monday

Źródło: Adobe Stock

Co pokazuje nam Blue Monday?

Blue Monday chwycił jednak wśród dziennikarzy, którzy bez głębszego zastanowienia zaczęli go powielać. Z Wielkiej Brytanii upowszechnił się też na cały świat. I choć minęło już siedemnaście lat od narodzin medialnego “Blue Monday’, temat żyje w mediach i przez to w świadomości odbiorców – wystarczy sprawdzić, jak kształtuje się liczba wyszukiwań tej frazy w Google Trends w skali roku.

Historia rzekomego najbardziej dołującego poniedziałku w roku wskazuje na kilka innych problemów w relacji media-PR-odbiorcy: bezgranicznego zaufania do liczb, braku krytycznego myślenia, braku etyki w działaniach PR, specyficzny sposób działania mediów i ich wpływ na odbiorców.

Za bardzo ufamy liczbom

Po pierwsze, bezgranicznego zaufania do algorytmów (czy szerzej – do liczb). Piszą o nim też autorzy książek na temat selekcji algorytmicznej na platformach społecznościowych – gdy mamy do czynienia z matematycznym wzorem, traktujemy je jako źródło objawionej mądrości. Problem powstaje, gdy algorytm ma decydować o naszym życiu, a my nie mamy odwagi tego zakwestionować, choć wydaje się, że coś jest nie tak. W branży public relations też mamy taki “Blue Monday” – nazywa się on ekwiwalentem reklamowym

Nie myślimy krytycznie

Drugim problemem są luki w edukacji i związany z nimi brak krytycznego myślenia. Wystarczy, że ktoś nam pokaże taki wzór i już nie zastanawiamy się, czy to ma sens, czy nie. Jest wzór – znaczy, że to prawda. Przy okazji można zauważyć typowe mechanizmy, jaki pseudonauka stosuje, czyli podszywanie się pod prawdziwą naukę: “matematyczny” wzór i autor podający się za pracownika uczelni. W ten sposób próbuje się uwiarygadniać pseudonaukowe działania. Stąd później tak duża popularność fake newsów i teorii spiskowych – bo wyglądają na “naukowe”.

Niektórzy PR-owcy działają nieetycznie

Trzeci problemem jest jakość działań public relations. Nie wszyscy PR-owcy są nastawieni na to, by informować rzetelnie. Ci, którzy wynajęli Arnalla, postanowili stworzyć medialny fakt na potrzeby swojego klienta – i jak widać, dobrze im to wyszło. Ale, że przy okazji szerzą pseudonaukę, psują jakość przekazu medialnego – to już dla nich nie jest problemem. Dla Arnalla liczyło się – co przyznał w korespondencji z Burnettem – że klient wystawił mu rachunek.

Media nie umieją ocenić wartości informacji 

Czwartym problemem jest sposób funkcjonowania mediów. Najpierw kiepska jakość selekcji informacji w mediach, która powoduje, że do mediów przedostaje się bzdurna informacja. Sprzyja temu brak krytycznego myślenia. Kolejnym czynnikiem jest logika mediów, według której chwytliwy news z liczbami to dobry news (nieważne, czy liczby mają sens, czy nie). Upowszechnianiu takich informacji sprzyjają też zachowania stadne dziennikarzy, którzy boją się pominąć jakiś ważny temat – a skoro konkurencja napisała, to oni też muszą. Do tego traktują go śmiertelnie poważnie, jak wspomniana przeze mnie dziennikarka radiowa.

Za bardzo ulegamy wpływowi mediów

Piątym problemem jest to, w jaki sposób odbiorcy ulegają wpływowi mediów. Pamiętacie, jak w lutym media straszyły nas pandemią (która zresztą wkrótce potem do nas zawitała) i jak ludzie rzucili się do sklepów wykupywać papier toaletowy i produkty mączne? Na niektórych właśnie tak wpływają media. Więc gdy w mediach zostaniemy poinformowani, że jest najgorszy dzień roku, niektórzy odbiorcy (ci o słabszej kondycji psychicznej) zaczną czuć się gorzej. Badania dotyczące infodemii wokół pandemii COVID-19 pokazują zresztą, że pod jej wpływem wielu odbiorców mediów doświadczyło pogorszenia nastroju czy wystąpiły u nich lęki.   

Zachować trzeźwe myślenie

Blue Monday rozumiany według pomysłu Arnella to pomysł PR, który nadspodziewanie dobrze “zażarł”. Nie warto jednak traktować go poważnie. Nie ma czegoś takiego jak najbardziej dołujący poniedziałek roku – choć nauka potwierdza, że mamy jako ludzie tygodniowe cykle wahań nastroju (ale o tym będzie w innym wpisie). Choć trzeba przyznać, że sama recepcja tego pomysłu w mediach pokazuje nam kilka ważnych mechanizmów. Przede wszystkim pokazuje, że warto podchodzić krytycznie. Do zawartości mediów, jeśli jesteś ich odbiorcą. A jeśli jesteś dziennikarzem – do jakości informacji. Warto też wyrobić w sobie poczucie odpowiedzialności za swoich słuchaczy/widzów i nie wmawiać im istnienia nieprawdy. 

Albo bardzo wyraźnie zaznaczać, że jest to tylko żart. 

Źródła: