Mentalność wiejskiego biznesmena

Czyli luźne obserwacje pourlopowe.

Ośrodek wypoczynkowy prowadzony przez rzutkiego lokalnego biznesmena. Biznesmen nie jest jakoś specjalnie kształcony, jednak, jak wielu lokalnych biznesmenów, odziedziczył po swoich przodkach specyficzny typ charakteru, ułatwiający mu prowadzenie własnego przedsięwzięcia. Na zewnątrz wszystko wygląda ładnie: droga, ekskluzywna oferta, celebrytka, która pojawia się jako twarz firmy w jej materiałach marketingowych, broszura, która przedstawia ośrodek wśród lasów i jezior (lecz  zabrakło wzmianki o bezpośredniej bliskości ruchliwej drogi krajowej). A, i na Fejsbuku sobie stronę postawyly, bo tera panie, taki trynd. No i przychylne posty na lokalnym portalu też im jacyś e-operatorzy klepią. Albo robi to sama żona szefa. Nazwa firmy jest i trudna do wymówienia, i trudna do zapamiętania, i dziennikarze gazet o życiu celebrytów ustawicznie ją przekręcają. Jeśli jest się gościem tegoż ośrodka, obsługa uśmiecha się miło i stara się sprawić, byś jak najprzyjemniej spędził/spędziła tutaj czas. Jednak przy bliższym przyjrzeniu się okazuje się, że wizerunek firmy to tylko kolorowa wydmuszka. Ludzie są kiepsko opłacani, część pieniędzy dostają pod stołem, a żeby nie kradli (co dzieje się siłą rzeczy tam, gdzie pensje są mocno zaniżone), pracodawca zatrudnił nadzorcę (który już zyskał sobie nader wdzięczną ksywkę „Kapo”). W firmie panuje duża rotacja, pracownicy wciąż się zmieniają – albo odchodzą w poszukiwaniu lepszych warunków, albo też wylatują z pracy na skutek chimerycznego charakteru właściciela, któremu można podpaść bez wyraźnego powodu. I co? Biznes świetnie funkcjonuje, w końcu istota jakiejkolwiek działalności gospodarczej polega na maksymalizacji zysków, przy równoczesnej minimalizacji kosztów.

woly

Można sobie myśleć, że to problem wiejskich biznesmenów, ich braku wiedzy, dostępu do międzynarodowych standardów. Nie. Ileż podobnych historii znam z dużych miast, gdzie za prowadzenie własnego biznesu biorą się ludzie daleko lepiej wykształceni, obyci krajowo i światowo, z liczną siecią kontaktów, mający dostęp do o wiele większej wiedzy niż ich koledzy z małych miejscowości. Też mają takie firmy. Świetnie prosperujące, z dużą rotacją zatrudnienia, „Kapo” lub jego komputerowym odpowiednikiem, atmosferą zagrożenia. I zarazem chcą budować sobie dobrą reputację, dobry wizerunek na zewnątrz. Mieć rzecznika, pojawiać się w mediach, komunikować się przez social media. Szukają agencji, powstaje zewnętrzna strategia PR, strategia jest realizowana, coraz więcej przychylnych publikacji w mediach, wszystko pięknie… Tylko ta ciemna strona Księżyca co i rusz się objawia i nawet relacje z mediami na nią nie pomagają – a to wybuchnie gwałtowna dyskusja na jakimś forum, a to pojawi się złośliwy komentarz pod informacją prasową…

Zdjęcie pochodzi z portalu sxc.hu


Partnerzy