Wrogowie czy przyjaciele?
Początki współpracy musiały być trudne, gdy po zmianie ustrojowej PR zaczęło być szerzej stosowane na polskim rynku. Dziennikarze nie wiedzieli, po co są PR-owcy, PR-owcy nie wiedzieli, jak współpracować z dziennikarzami. Badania pokazywały wówczas przede wszystkim niechęć dziennikarzy do PR-owców.
W 2007 r. Darek Tworzydło przeprowadził badania dotyczące media relations w branży IT. Wyszło, że aż 79% dziennikarzy uważa współpracę z PR-owcami za partnerską lub raczej partnerską, co stanowiło radykalną zmianę w stosunku do poprzednich badań. Można to wyjaśnić tym, że kolejni PR-owcy wchodzący na rynek pracy, mieli szansę uczenia się też już od swoich bardziej doświadczonych koleżanek i kolegów.
A co dziennikarzy w PR-owcach irytowało? Według badań z 2007 r., było to:
- niedotrzymywanie obietnic (62%)
- brak merytorycznego przygotowania do udzielenia odpowiedzi (53%)
- pytania o termin publikacji materiału (51%) – czyli nieszczęsny follow-up, zmora agencyjnych stażystów (ale jeśli go dobrze przeprowadzić, tzn. nie pytać o termin publikacji, tylko raczej, czy ten materiał dla dziennikarza był przydatny i czy potrzebuje dodatkowych informacji, dziennikarze go cenili – tym bardziej roztargnionym przypominał, że mieli coś napisać)
- mało znaczący powód organizacji spotkań dla mediów (49%)
- wysyłanie informacji niezgodnych z zainteresowaniami dziennikarza (29%)
- zbyt częste kontaktowanie się (15%)
- zbyt częste przekazywanie materiałów informacyjnych (6%)
- za rzadki kontakt (6%)
- zbyt duża liczba organizowanych spotkań prasowych (4%)
- i zbytnie spoufalanie się przedstawiciela firmy (2%).
Nie pamiętam w tej chwili, czy pytaliśmy PR-owców o irytujące cechy dziennikarzy, ale na amerykańskim blogu PR Fuel znalazłam takie:
- ciągłe niezdecydowanie, ale raczej nie jako cecha charakteru konkretnego dziennikarza, a cecha mediów – to, że wydawca zgadza się puścić materiał, a potem zmienia zdanie;
- niepopieranie tekstów komentarzami – lub proszenie o komentarz w ostatniej chwili, kiedy jest za mało czasu, aby go porządnie przygotować;
- nieprzygotowywanie się do wywiadów – sama takiej sytuacji nie pamiętam, ale możliwe, ze się zdarza;
- gotowa teza w głowie przed sprawdzeniem wszystkich faktów – z tym się sama spotkałam, działając w stowarzyszeniu ludzi związanych z Trójmiastem – dziennikarzom pewnego lokalnego dodatku mimo usilnych starań nie udało się wytłumaczyć, że stowarzyszenie nie skupia ludzi fanatycznie nienawidzących warszawiaków, ale służy jako miejsce wymiany kontaktów i informacji oraz wzajemnej pomocy;
- zapiekła nienawiść do wszystkich PR-owców widoczna u niektórych dziennikarzy – tak, spotkałam takie przypadki. Starsi stażem koledzy i koleżanki nierzadko robili kawały nieopierzonym żółtodziobom agencyjnym, każąc dzwonić do takiego dziennikarza i zainteresować go tematami związanymi z klientem, a potem słuchali rozmowy telefonicznej, dusząc się ze śmiechu.
To, co mogłabym dodać z własnych obserwacji (chociaż ogólnie współpracę z dziennikarzami wspominam dobrze), to również:
- spoufalanie się – jest naturalne, że ludzie pracujący ze sobą dłuższą ilość czasu zaczynają mówić o sobie więcej i ich wzajemne relacje się zmieniają, jednak zdarzyła mi się sytuacja, w której dziennikarz, mój rówieśnik, zaczął mnie traktować bardziej jak swoją prywatną koleżankę (i bardzo się zdziwił, kiedy ja zaczęłam go traktować jak prywatnego kolegę);
- łączenie funkcji dziennikarza z funkcją specjalisty ds. reklamy;
- łapownictwo – raz spotkałam się z propozycją, że jeśli zapłacimy dziennikarzowi, to on napisze o naszym kliencie.
A Wy, PR-owcy, widzicie jeszcze jakieś problemy we współpracy z dziennikarzami? i czy Wy, dziennikarze, widzicie jeszcze jakieś problemy we współpracy z PR-owcami? Co sądzicie o tych, wymienionych? I czy z upływem czasu jest ich mniej, więcej, a może pojawiają się jakieś nowe?
Zdjęcie pochodzi z serwisu sxc.hu