Social media nie stanowią o istnieniu – Tomasz Reich, Nowa Warszawa

Z Tomkiem Reichem znamy się od przeszło dziesięciu lat. Był wówczas dziennikarzem „Życia Warszawy” i przyszedł zrobić reportaż o Loży Trójmiasto, do której wówczas należałam, byłam jedną z osób, które udzielały wywiadu. Obecnie Tomek prowadzi innowacyjny projekt Nowa Warszawa, jako właściciel i wydawca serwisu www.nowawarszawa.pl. Serwis opiera się przede wszystkim na pokazywaniu czytelnikom nowych inwestycji, przekazywaniu informacji z budowy nieruchomości czy zagospodarowywania przestrzeni miejskiej. Redakcja publikuje zdjęcia i fotorelacje z najbardziej niedostępnych miejsc Warszawy. Tomek jest też wykładowcą na wydziale socjologii w Collegium Civitas w Warszawie, zajmuje się szkoleniami z zakresu komunikacji rynku nieruchomości w internecie, ze szczególnym uwzględnieniem. Dzisiaj spotykamy się w odwrotnej sytuacji: to ja zadaję Tomkowi pytania na temat Nowej Warszawy.

Tomasz Reich, Nowa Warszawa

Anna Miotk: Tomku, w swoim życiu próbowałeś już różnych rzeczy. Byłeś dziennikarzem, obracałeś się wśród celebrytów. Zaangażowałeś się w branżę social media, aby pracować w agencji interaktywnej. Media społecznościowe nadal są Ci bliskie, a Twój projekt, Nowa Warszawa, zyskał popularnośćdzięki Facebookowi. Skąd pojawił się pomysł tej inicjatywy?

Tomasz Reich: Pomysł powstał w mojej głowie. Zawsze interesowałem się architekturą, a także historią Warszawy. Na początku na swoim prywatnym profilu wrzucałem różne linki dotyczące inwestycji. Dostałem jednak informację, że to kiepski pomysł i lepiej stworzyć osobny profil, który mógłby dotrzeć do większej liczby odbiorców. Założyłem więc fanpejdż, najpierw pod nazwą Warszawa Od Nowa, potem jego nazwa została zmieniona na a ostatecznie Nowa Warszawa. Fanpejdż przyjął się rewelacyjnie. Na początku wrzucałem sporadyczne posty, potem pisałem trzy-cztery teksty dziennie, aż w końcu wyłamałem się z kopiowania treści już istniejących i publikowałem własne zdjęcia. Zacząłem też prowadzić regularną komunikację w social media.

AM: Okazało się, że same social media nie wystarczą. Potrzebna była strona.

TR: To prawda. Zaistniała taka potrzeba i wymusili ją sami czytelnicy. Firmy, które zaczęły się nami interesować nie wiedziały, o co chodzi:  czy jestem blogerem, portalem czy kimś całkiem oderwanym od branży. W związku z tym wykupiłem domenę. Serwis zadebiutował 15 stycznia 2014. Miałem duże wątpliwości, co do słuszności i sensu jego powstania. Miałem też stałą pracę i nie chciałem znów wracać do dziennikarstwa. Jednak zainteresowanie projektem przerosło całkowicie moje oczekiwania: po 5-6 miesiącach pojawiło się ponad 200 000 odsłon strony. Teraz już wiem, że media społecznościowe są ważne, ale nie stanowią o istnieniu.

AM: Media społecznościowe mogą napędzić ruch, jednak biorąc pod uwagę ostatnie zmiany na Facebooku, jest to kwestia dyskusyjna. Na Twoim przykładzie widać, że to strona www, a nie fanpejdż, powinna być centrum komunikacji.

TR: Jeśli chodzi o Nową Warszawę, zadbałem przede wszystkim o treści. Jeśli chcę utrzymywać się na wysokim poziomie, muszę dostarczać informacji na wyłączność, rzeczy, których nigdzie indziej nie ma. Przykładem są zdjęcia ze szczytów wieżowców – czytelnik nie znajdzie ich w innych serwisach. To nas odróżnia od podobnych przedsięwzięć.

marketing terytorialny

„Czytelnik nie znajdzie zdjęć z wysokich wieżowców w innych serwisach”

AM: Poza tym powielane treści nie pozycjonują serwisu, a wręcz mogą mu zaszkodzić.

TR: Dzięki unikalnym treściom zadzwonił do mnie przedstawiciel niemieckiej telewizji publicznej ZDF i zaproponował godzinny reportaż o Nowej Warszawie, który został wyemitowany w sierpniu tego roku. Byłem w szoku. Dowiedziałem się, że to właśnie im zaimponowało: chodzenie po dachach, wspinanie się na szczyty budynków i wszędzie tam, gdzie normalny człowiek nigdy nie dotrze.

AM: A jak załatwiacie zgody na te ekstremalne podejścia?

TR: Doszliśmy do tego momentu, że same firmy chcą nas pokazywać. Przykład: Byliśmy jedynym fanpejdżem, który został zaproszony przez wieżowiec Złota 44. Zdjęcia ze szczytu obiegły cały internet. To był moment przełomowy: musiałem otworzyć serwis, aby je opublikować.

AM: Ile osób z Wami współpracuje?

TR: Piętnaście. Każdy ma swój udział w projekcie.

AM: Nie czerpiecie żadnych profitów z tej działalności?

TR: Czerpiemy. Ale są to przychody głównie z reklam. Dla fotografów też doskonała autopromocja, dlatego współpraca z serwisem jest dość wymierna. Między nami są pasjonaci, którzy nie boją się wyzwań, żmudnych wspinaczek po dachach z ciężkim sprzętem i zmęczenia. Lubią to, co robią i zawsze cieszą się na piękne widoki – Warszawa to cudowne miasto.

AM: Nowa Warszawa to nie tylko portal, ale też przedsięwzięcia.

TR: Tak, teraz zaczęły z nami współpracować duże firmy. Robiliśmy projekt na 20-lecie firmy JLL. Inne imprezy to m.in. projekt Szczęśliwe miejsca czy WarsawInstaFestival, który będzie miał swoją wystawę pokonkursową, otwartą na dniach na stacji Metra Wilanowska. To ciekawe doświadczenie, kiedy sieć zaczyna funkcjonować w przestrzeni materialnej. Co istotne, jesteśmy jedynym patronem medialnym w Polsce Międzynarodowego Konkursu Fotograficznego, którego finał odbędzie się w Londynie. To, co się obecnie dzieje, nigdy mi się nie marzyło, bo wydawało się nierealne. W momencie zakładania profilu na Facebooku nie przypuszczałem, że wszystko tak szybko się potoczy.

marketing terytorialny

Wystawa pokonkursowa WarsawInstaFestival na stacji metra Wilanowska.

AM: Czasem jest tak, że ściga nas przeznaczenie. W Twoim przypadku jest to pisanie.

TR: Tak, chociaż nie mogę stwierdzić, że lekcje z marketingu uświadomiły mnie społecznie. Przede wszystkim wiem, że muszę słuchać krytyki i tego wszystkiego, co mówią ludzie, bo to oni stanowią moją bazę odbiorców, to dla nich tworzę. W Nowej Warszawie zależy mi na tym, aby być bezstronnym w komunikacji z czytelnikiem. On sam powinien ocenić, czy dana inwestycja jest dobra, a budynek ładnie wykonany. Ja jestem tylko przekaźnikiem informacji i tym różnię się od innych.

AM: Zapoczątkowaliście nowy trend w dyskusjach o przestrzeniach publicznych. Czy Warszawa ciągle jest w budowie?

TR: Tak, ale chcemy iść dalej. Planujemy spotkania z czytelnikami i ekspertami, którzy specjalizują się np. w urbanistyce, czy architekturze zieleni. Zależy mi na tym, żeby Nowa Warszawa edukowała ludzi. Chcemy też pokazywać inne miasta na świecie, żeby ludzie mogli zobaczyć jak np. stołeczne ulice mogą wyglądać. Na świecie jest wiele miejsc, które wykorzystują różnorodne pomysłyarchitektoniczne, zmieniające jakość życia mieszkańców, m.in. w Nowym Yorku, Las Vegas czy Los Angeles. Tam również się udamy.

Po badaniach i rozmowach, które przeprowadzam z ludźmi zauważam, że warszawiacy chcą mieszkać w ładnym mieście. Potrzebują nowych pięknych, funkcjonalnych placów i ulic. Jednym z założeń Nowej Warszawy jest wykreowanie odpowiedzialności za własne miasto. Warszwiacy muszą dbać o to, co mamy wokół siebie. Stolicy niczego nie brakuje, jest tu olbrzymi potencjał, ale, powiem banalnie, brakuje jej miłości. Miasto to nie tylko reklamy i ogłoszenia, ale np. roślinność, której brakuje w Śródmieściu. Warszawa to fajne, europejskie miasto, ale trzeba chcieć to dostrzec.

AM: Jakie są perspektywy na przyszłość?

TR: Otrzymuję pytania z branży deweloperskiej, czy powstaną podobne serwisy w innych miastach. Przyznaję, że to ciekawy pomysł, ale nie sądzę, że na tym etapie uruchamianie kolejnych serwisów będących kalką Nowej Warszawy nie ma sensu. W przyszłym roku z pewnością powstanie serwis ogólnopolski. Planujemy również uruchomienie firmy wyspecjalizowanej w marketingu rynku nieruchomości. To bardzo ciekawy rynek, który wymaga jeszcze pracy.

Za pomoc w opracowaniu wywiadu dziękuję Paulinie Żmijowskiej.


Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług zgodnie z Polityka Ciasteczek. OK, rozumiem.

Partnerzy