Natłok informacji i jak sobie z nim radzić

Pisałam już kiedyś o zbyt dużej ilości informacji, zwłaszcza w kanałach społecznościowych i o tym, że mogą one nieźle przytłoczyć. Ten temat przewija się też na innych blogach, co i rusz ktoś się na to skarży, że już nie wyrabia. Ja też czasem mam dosyć. Dlatego stosuję różne strategie pływania po tym wielkim oceanie informacji, jakim jest internet. Oto kilka z nich.

Po pierwsze, pogodziłam się z tym, że nie da się być wszędzie. Mam konta w różnych społecznościówkach, ale tylko w niektórych jestem bardziej aktywna. Inne mam po to, aby wiedzieć, jak działają. Czasem coś w nich też i zamieszczam. Priorytetem jest w tej chwili dla mnie mój blog, w dalszej kolejności Facebook.

Po drugie, musiałam pogodzić się z tym, że nie da się być na bieżąco nawet ze wszystkimi nowościami w branży. Wychodzi masa fajnych badań, które mogłabym opisać, ale wtedy musiałabym całe popołudnie i wieczór poświęcać blogowi. Tymczasem ja chcę kiedyś spotykać się ze znajomymi, chodzić na koncerty, czytać książki, chodzić na basen, na rysunek i na lekcje śpiewu, od czasu do czasu wybrać się na jakieś wieczorne spotkanie branżowe. Musiałam się nauczyć wybierać.

Po trzecie, zaczęłam wybierać źródła informacji. Używam czytnika RSS do przeglądania blogów i najważniejszych serwisów. Patrzę też na to, co udostępniają znajomi. Jeśli coś jest ważne, to nie ma szans, żeby ktoś tego nie wrzucił.

Po czwarte, co jakiś czas robię porządki. Nie jest to łatwe – mam tendencję do gromadzenia wiedzy, także internetowej i tworzenia długich list z ulubionymi albo zbierania ciekawych raportów znalezionych w sieci. Co jakiś czas przeglądam czytnik i usuwam z niego źrodła, które przestały być aktywne. Przeglądam ulubione i czyszczę wszystko, czego nie wykorzystałam. Zrobiłam sobie też podział zakładek na te, którę chcę mieć pod ręką i te, które są przeznaczone do jednorazowej lektury. Przeglądam też katalogi na dysku i likwiduję wszystkie przydasie, z których dawno nie korzystałam.

Po piąte, zrezygnowałam z kupowania papierowych książek branżowych. Szybko się dezaktualizują. Lepiej kupować je w wersji elektronicznej na Kindla, niż potem irytować się brakiem miejsca na półkach. To samo stało się z gazetami i czasopismami. Tutaj jest jednak pewien minus – doświadczam, że książka czy papierowe pismo w wersji elektronicznej zmusza mnie do większej koncentracji. Z drugiej strony – mam w domu więcej miejsca, za to puchnie zapasowy dysk komputera.

Po szóste, robię sobie dni odpoczynku, takie, gdzie korzystam z sieci w minimalnym stopniu albo wcale. To są urlopy, często też weekendy. To znakomicie odświeża umysł.

To chyba na razie tyle moich pomysłów. A Wy jak sobie radzicie z nadmiarem newsów w sieci? Jakich używacie sposobów?

11-163_b(0).jpgMarina Zlochin © Fotolia.com

 

 


  • Marcin Szczupak

    czytniki rss zdecydowanie ułatwiają sprawę – po „odejściu” google readera przekonałem się do Feedly

  • ja też musiałam się do niego przekonać. ale dobra rzecz, polecam wszystkim zainteresowanym!

  • Pingback: Jak opanowałam natłok informacji()

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług zgodnie z Polityka Ciasteczek. OK, rozumiem.

Partnerzy