Kończy się era blogera

Dwaj najwięksi wydawcy ogłosili, że przestaną wkrótce utrzymywać swoje platformy blogowe. Onet.pl zamyka blog.pl, WP – bloog.pl. Powodem są względy biznesowe: ruch w tych platformach spada z roku na rok, więc nie opłaca ich się utrzymywać. Zagranicą jest nie lepiej – także platforma Tumblr notuje spadki w liczbie użytkowników. Założyciel firmy odszedł, nowe kierownictwo próbuje coś zrobić z istniejącą sytuacją.

Płacz i zgrzytanie zębów

Na grupach facebookowych, gdzie skupiają się właściciele blogów, już teraz słychać płacz i zgrzytanie zębów: jak oni mogli nam to zrobić? Jak mogą zamknąć nam źródło, które jest podstawą prowadzenia przez nas biznesu? Ano mogą. To właściciel serwisu podejmuje ostateczne decyzje. Dlatego cudza platforma nie jest dobrym pomysłem, jeśli blog jest narzędziem komunikacji dla Twojego biznesu. Jeśli piszesz prywatnego blogaska, którego czytają głównie Twoi krewni i znajomi, strata finansowa nie będzie pewnie tak dojmująca, jak w przypadku bloga, na którym opierasz być albo nie być swojej firmy. Straty emocjonalne w obydwu przypadkach są pewnie tak samo duże.

Dla kogo cudza platforma?

Cudza platforma jest z pewnością dobra na początek. Po pierwsze dlatego, że platformy posiadają mechanizmy generujące wzajemny ruch pomiędzy blogami: automatyczne linkowanie blogów pod loginami użytkowników. Łatwo możesz sprawdzić blog swojego komentującego, a dzięki temu on zyskuje źródło ruchu – i vice versa. Komentując, zdobywasz ruch na swoim blogu. Po drugie dlatego, że próbowanie obarczone jest mniejszym ryzykiem: nie płacimy za domenę i za hosting, jak to ma miejsce w przypadku prywatnej strony. Jednak podstawowe ryzyko jest zawsze takie samo: właściciel może zamknąć platformę, kiedy mu się żywnie spodoba. Ileś lat twojej pracy idzie na marne.

Własny serwis – własna marka

Zanim jeszcze zaczęłam prowadzić bloga zawodowego, przez cztery lata miałam prywatne blogi na kilku różnych platformach – najpierw blog.pl, potem blox.pl, w końcu blogspot. Na tym ostatnim przez jakiś czas prowadziłam też blog z recenzjami książek. W którymś momencie pojawił się pomysł, aby zacząć pisać o sprawach zawodowych, pod własnym nazwiskiem. Nie myślałam przy tym o jakichkolwiek profitach. Miałam motywację do dzielenia się wiedzą, a równocześnie utrwalania jej (pisząc, więcej zapamiętywałam, co było mi potrzebne przy doktoracie). Podobnie było w przypadku wielu innych blogerów, którzy zaczynali od blogów na platformach. Sukces, jaki odnosili, a może świadoma decyzja, że warto pójść krok dalej i postawić na własny serwis, skłaniała ich do migracji. Do budowania własnej marki za pośrednictwem kanału, który jest zależny od nas, a nie od firmy zewnętrznej. Jak widać teraz, była to słuszna decyzja.   

Własny ekosystem medialny

To mógłby być koniec opowieści, ale nie jest. W międzyczasie rozwinęły się inne platformy społecznościowe. Serwisy społecznościowe do nawiązywania kontaktów i wymiany informacji z innymi, takie jak Facebook. Platformy z treściami foto i wideo – Instagram. Mikroblogi, czyli Twitter. Treści wideo, czyli YouTube oraz mikrowideo i tak popularny ostatnio Snapchat. Komunikatory w rodzaju WhatsAppa i Messengera. Aplikacje mobilne i strumieniowanie treści, co wpłynęło na renesans podcastów. W każdym z tych miejsc są osoby o określonych zainteresowaniach, dlatego blogerzy nie poprzestali tylko na tworzeniu treści we własnym serwisie. Są obecni w różnych kanałach. Niekiedy przerzucają się z kanału na kanał – kiedyś pisali bloga, teraz np. głównie kręcą wideo (Jacek Gadzinowski, Maciej Budzich). Blogowanie obecnie, jak zauważył w dyskusji w swoim profilu Artur Kurasiński, polega nie tylko na stworzeniu jakiejś treści, ale również ekosystemu kanałów, w którym te treści będziemy promować. Dyskusja zresztą coraz bardziej ma miejsce nie w oryginalnym kanale (zwróćcie uwagę, że komentarze pod blogami zamarły, a dyskusja w najlepsze toczy się pod linkami do notek na Facebooku), ale w miejscach, gdzie promujemy treści. Bloger nie jest już tylko blogerem czy vlogerem – jest influencerem – osobą, która dzięki obecności w różnych kanałach społecznościowych (własny ekosystem medialny) rozwija swoją widownię i ma potencjalny wpływ na jej decyzje. 

Quo vadis, blogosfero?

Najbliższa przyszłość z pewnością przyniesie kolejne zmiany. Największym wyzwaniem może być coraz większa chęć odcinania kuponów przez właścicieli platform social mediowych. Zgromadzili tak dużą liczbę użytkowników i tak dużo chętnych do reklamowania się, że kolejnym krokiem jest ograniczanie zasięgów dla oficjalnych kont firmowych. W słusznej trosce o użytkownika – zalany treściami reklamowymi, poszuka sobie innej platformy. I w jeszcze bardziej słusznej trosce o własne przychody.

Chcesz mieć zasięgi? Płacz i płać. Najwięksi blogerzy, funkcjonujący już bardziej jako firmy-marki, z pewnością sobie poradzą. Mniejsi będą musieli poszukać sposobów na funkcjonowanie w zmienionej rzeczywistości.

Nadchodzą ciekawe czasy.


  • Nie dziwię się w ogóle, że zamykają te platformy. Tak jak wspomniałaś, co bardziej rozpoznawalni poszli na swoje, postawili bloga na własnej domenie z własnym hostingiem. Ale większość to nie zrobiła, bo te blogi były czystymi zajawkami. Wiadomo, że social media nieco zabiły w ludziach prowadzenie blogów. Wystarczy spojrzeć na case Instagrama, który dla wielu userów stał się nową platformą do vlogowania.

    Jestem przekonany, że wygrają ci, którzy będą wytrwali 🙂 Nie przejmowałbym się spadkiem zasięgów fanpage’y blogów. Trzeba po prostu dostosowywać się do cudzych warunków. Myślę, że FB live czy przetwarzanie wpisów na krótkie wideo pod kątem FB – to wszystko wymusza nowe podejście. Ale wiadomo – ludzie lubią komfort, więc na wszelkie zmiany reagują, jak reagują 🙂

    Chociaż moim zdaniem ludzie w dalszym ciągu będą szukali odpowiedzi na różne pytania. A te mogą znaleźć w Google, a także np. na Twitterze (social listening, stupid!).

    • Media społecznościowe też mają swoje zalety. Jeśli ktoś nie chciał wkładać za dużo wysiłku w pisanie tekstów, może sprawdzić się na takiej platformie jak Instagram. Z drugiej strony, co takie osoby zrobią, jeśli Instagram kiedyś padnie? Nie można uzależniać biznesu za bardzo od jednej platformy będącej własnością innej firmy. Zawsze będzie też potrzeba na dłuższe teksty, z przemyślanym podejściem do konkretnych spraw. Pewne rzeczy nadal najłatwiej nadal opowiedzieć pisemnie. Oglądanie wideo ma to do siebie, że zajmuje więcej czasu – osobiście nie lubię na przykład wideo na portalach, po którym nie ma tekstowego omówienia. Ja to szybciej przeczytam niż obejrzę. Z drugiej strony, podobno umiejętność czytania zanika…

      • Oczywiście media społecznościowe mają swoje wady – każdy może coś znaleźć dla siebie. Albo ktoś lubi content wizualno-fotograficzny (Instagram), albo wideo (YouTube), albo bardziej tekstowe klimaty (Twitter, LinkedIn). Wszystko wynika z podejścia i czucia klimatu danego medium. Mało osób tak naprawdę zadaje sobie pytanie w stylu „co będzie jak mi x platforma padnie?”. Ludzie nie są przezorni. Mało myśli o dywersyfikacji, ponieważ mało myśli o tego typu sprawach w zaawansowany sposób. Dla nich Facebook/ Instagram/ Twitter to narzędzie do szybkiego wyrażenia ekspresji i tyle. Long-form nie umrze, zmieni się tylko podejście jego dostarczania. Co do umiejętności czytania, która zanika, to ostatnio pisałem o tym, jak można temu zaradzić: http://bit.ly/2DtNuVo 🙂

        • Komiks – super pomysł na zachęcanie do czytania 🙂 I sztuka – nie jestem fanką wszystkich komiksów, ale te pięknie narysowane i wydane cenię bardzo 🙂

  • Agnieszka Winiarz

    I kto by pomyślał. Stary, dobry blog.pl kończy swoją działalność. Kiedyś najbardziej prężny i najbardziej oblegany portal blogowy dziś kończy z powodu takiego, że nie opłaca się utrzymywać go w Internecie… Ileż blogerów, dzisiaj topowych wyrosło na blog.pl… Hmm… szkoda.

    • Oj tak, szkoda. Dużo dobrych wspomnień 🙂

  • Przed onetem i wirtualną swoje blogi zamknęła interia. Cała trójka nie rozwijała platform od dłuższego czasu. To samo czeka bloxa. Łatwo tłumaczyć się teraz przegraną z mediami społecznościowymi. Tyle, że wiele osób wykorzystuje je do promowania swoich tworów, którymi są między innymi blogi. Onet dał blogerom tylko 100MB na pliki (potem wprowadzili swój dysk, ale nie był zintegrowany), zablokował zaawansowaną edycję wyglądu (mało sposobów na wyróżnienie się) oraz możliwość wklejania skryptów, na początku nie pozwalał na eksportowanie treści (więc zero kopii zapasowych), do samego końca nie było możliwości podpięcia płatnej domeny (wszystkie linki indeksowały się tylko w onetowych subdomenach). To nie wszystkie ograniczenia a dodatkowo zaśmiecał blogi wkurzającymi reklamami, których nie można było wyłączyć. Jeżeli ktoś rozglądał się za miejscem dla siebie i porównywał oferty platform blogowych, to bez szybko mógł zauważyć, że u konkurencji dostanie więcej, również za darmo a na reklamach będzie zarabiał.

    Budując witrynę na jakimś hostingu też nie jesteśmy w pełni niezależni. Ogranicza nas limit zasobów (wybrana oferta, rodzaj serwera), regulamin firmy oraz prawo. Jeżeli wykryją wirusa lub przeciążysz serwer, to strona zostanie zablokowana do czasu usunięcia problemu.

    • Tak, platformy miały ofertę nie zawsze pasującą do potrzeb autora. Nawet Tumblr, którym bawię się w wolnych chwilach, jest mocno ograniczony w porównaniu z tym, co mogę zrobić na WordPressie. Doświadczyłam wszystkich problemów z hostingiem, o których piszesz, ale przeniosłam się do innego dostawcy i na razie (odpukać) jest spokój.

      • Nie ma zatem miejsc idealnych. Nie uszczęśliwiajmy wszystkich płatnymi witrynami, bo nie każdemu są one niezbędne. Dobrze jest się skonsultować z kimś, kto dobierze narzędzie odpowiednie do potrzeb.

        Co do możliwości. Ciężko porównywać bloga na platformie (obsługującej miliony stron) do skryptu, który instalujesz na serwerze i masz dostęp do każdego pliku. Porównaj sobie co dostajesz na wp^com za darmo a co na tumblr czy bloggerze, zobaczysz jak mało daje wp 😉

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług zgodnie z Polityka Ciasteczek. OK, rozumiem.

Partnerzy