Fakap, czyli moja przygoda z korpoświatem – Dan Lyons [recenzja]

Dan Lyons i Fakap, czyli moja przygoda z korpoświatem wydana w tym roku przez wydawnictwo Znak Horyzont –  była jedną z moich świątecznych lektur. Przyznaję, że dość zatrważającą lekturą.

Autor książki był wcześniej dziennikarzem Newsweeka, specjalizującym się w nowych technologiach. Na skutek cięć w redakcji musiał poszukać sobie nowej pracy. Jego wybór padł na startup działający w obszarze marketingu internetowego, z siedzibą w rodzinnym mieście Lyonsa, Bostonie. Początkowo firma wydawała się obiecująca – szefowie w rozmowach wypadali przyjaźnie, a atmosfera pracy sprawiała wrażenie sympatycznej i nie pozbawionej pewnego luzu. Lyons chciał też poszerzyć swoją wiedzę dotyczącą marketingu internetowego. Jak to zwykle w bajkach bywa, rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Lyons postanowił opisać swoje rozczarowanie i tak powstała książka Fakap, czyli moja przygoda z korpoświatem.

fakap

 

Fakap i jak go umiejętnie tuszować

Firma opisana w książce zdaniem autora oferuje nienajlepszej jakości oprogramowanie CMS – produkt był awaryjny i często psujący się, co wymagało większych nakładów przeznaczonych na jego utrzymanie. Jednak istotą działania tej organizacji było co innego – zarobienie jak największych pieniędzy dla twórców i inwestorów. Lyons trafił do firmy krótko przed giełdowym debiutem i obserwował, jak kolejne działania były temu dość mocno podporządkowane. Budowa pozytywnego wizerunku na zewnątrz była priorytetem. Jak przypuszczał dziennikarz, temu służyło też jego zatrudnienie. Choć Lyons nie wykonywał pracy zgodnej ze swoimi kwalifikacjami (a wszelkie jego pomysły były torpedowane), odkrył, że trzymano go z powodów wizerunkowych.

Nowy rodzaj marketingu sprzedają… telemarketerzy

Dan Lyons w Fakap, czyli moja przygoda z korpoświatem opisuje szczegółowo, jak to budowanie wizerunku wygląda. HubSpot promuje ideę inbound marketingu czyli marketingu przychodzącego. To innymi słowy content marketing, czyli tworzenie treści atrakcyjnych i przydatnych dla potencjalnego odbiorcy, który dzięki nim, odpowiednio wyedukowany, staje się klientem. Właściciele firmy napisali nawet własną książkę, chcąc nadać swojemu pomysłowi odpowiednią rangę. Firma takie treści tworzy – posiada poradnikowego bloga, który jest pisany dla początkujących marketingowców, ale tak naprawdę jest narzędziem wyławiania potencjalnych klientów, do których potem dzwoni dział sprzedaży. Tak, HubSpot krytykuje “cold calls” wykonywane przez sprzedawców do potencjalnych klientów jako metodę marketingową. Równocześnie firma posiada dział telemarketingu, głównie ze względu na niskie koszty sprzedaży tym kanałem. Podobnych niekonsekwencji Lyons zaobserwował jeszcze więcej.

Darmowe cukierki przesłaniają wszystko

Dan Lyons i Fakap, czyli moja przygoda z korpoświatem to także opowieść o współczesnym niewolnictwie. Dziennikarz przyjrzał się także mechanizmowi, w jaki startupy traktują główną siłę roboczą, czyli młodych pracowników. Choć otrzymują dość niskie pensje, mają szereg dodatków, które na pierwszy rzut oka okazują się atrakcyjne – wyposażenie biur w myśl trendu “praca to zabawa”, darmowe słodycze, a nawet piwo. Młodzi pracownicy są na tyle zaślepieni, że nie są w stanie dokonać wyboru między wynagrodzeniem z dodatkami a podwyższonym wynagrodzeniem (większa kwota pieniędzy do samodzielnej dyspozycji). Dość łatwo ulegają też korporacyjnemu “praniu mózgów” i nie widzą niespójności pomiędzy tym, co opowiada się o wartościach firmy a ich faktycznym przestrzeganiem. Nie potrafią również ocenić wartości biznesowej danego pomysłu czy nie znają mechanizmów funkcjonowania biznesu – co powoduje, że pracodawca może łatwiej nimi manipulować. 50-letni Lyons, umiejący realistycznie ocenić miejsce swojego pracodawcy w branży, nie był już tak łatwym przeciwnikiem.

Zwodniczy urok psychopaty

Okazał się jednak podatny na manipulacje innego typu. Okazał się nim być jeden z szefów, który początkowo, jako rówieśnik, najpierw “zakumplował” się z Lyonsem. Wydawało się, że mają podobne podejście do wielu spraw i podobne wizje rozwoju firmy. Wkrótce jednak nastawienie szefa zmieniło się. Kwestionował wszystkie zadania wykonywane przez Lyonsa, co powodowało coraz większy spadek poczucia wartości u byłego dziennikarza i balansowanie na granicy wypalenia zawodowego. Gdy Lyons złożył wypowiedzenie, szef znów próbował udawać najlepszego kumpla. To nie jedyna ciekawa postać opisana przez Lyonsa. W książce występuje cała galeria korpotypków i szczegółowa charakterystyka uprawnianych przez nich gierek.

Lektura dla młodych pracowników i startupowców

Dla kogo lekturą jest Dan Lyons i Fakap, czyli moja przygoda z korpoświatem? Przede wszystkich dla osób, które mają krótki staż pracy w jakiejkolwiek firmie – im szybciej zaczniecie rozumieć, kto i na czym w waszej organizacji zarabia pieniądze i jakie są wzajemne zależności – tym lepiej dla was. Tym łatwiej też wybierzecie lepszego pracodawcę. To lektura także dla tych, którzy są zafascynowani środowiskiem startupowym – Dan Lyons pokazuje tutaj mechanizmy działające na rynku amerykańskim. Jego zdaniem, nie wszystkie startupy powołano, by wnieść coś istotnego w życie potencjalnych klientów. Wiele to maszynki do zarabiania pieniędzy przez właścicieli we współpracy z inwestorami. Los pojedynczych pracowników nie jest w nich jakoś szczególnie istotny.

A co na to wszystko firma, która jest bohaterem książki? Jej niektórzy pracownicy zostali zwolnieni, po tym, jak zainteresowało się nimi FBI. Prawdopodobnie ze względu na bezprawne próby pozyskania treści książki Lyonsa jeszcze przed jej publikacją. Właściciele zareagowali bardziej ironicznie, przyznając, że wszystko, co opisał Lyons, jest prawdą, ale kontynuują swój kurs.


  • Właśnie kończę tę książkę. Pomijając fakt, że tytuł został przetłumaczony wyjątkowo niefortunnie (org „Disrupted: My Misadventure in the Start-Up Bubble”) zastanawiam się na ile książka oddaje rzeczywistość a na ile jest relacją pisaną z perspektywy zgorzkniałego tetryka, który nie może pogodzić się z tym, że wywalili go z Newsweeka. Prawda pewnie leży gdzieś po środku.

    Ciekawa historia, polecam lekturę w oryginale (super spisuje się również jako audiobook)

    • Pewnie młodzi pracownicy opisywanej firmy uważaliby coś zupełnie innego. Ale nie zgadzam się, że autor to zgorzkniały tetryk – początkowo nastawiony był do tej pracy dość pozytywnie. Dopiero potem pojawiły się wątpliwości wynikające i z obserwacji, i z doświadczenia biznesowego.

      • Przez pierwszą połowę książki zgadzałem się z Lyonsem dość entuzjastycznie, bo sporo obserwacji podzielam. Ale w pewnym momencie uświadomiłem sobie, że to jednak rzeczywiście relacja frustrata, bo on się czepia dosłownie wszystkiego. Nie polubiłem go i nie chciałbym za kilkanaście lat zachowywać się podobnie, choć obawiam się, że to naturalna kolej rzeczy.

        • Podczas lektury drugiej części skupiłam na manipulacyjnym szefie plus na sztucznym dmuchaniu bańki, jaką jest opisywana firma. Obydwie rzeczy w przyrodzie jak najbardziej występują. Także tej polskiej. Może dlatego nie zauważyłam przejawów stetryczenia.

        • Krzych

          Pracowałem przez kilka miesięcy w podobnym środowisku u nas w kraju (zachowując proporcje) i też nie uważam aby autor specjalnie przesadzał lub wykazywał oznaki stetryczenia bo obserwacje w wielu miejscach podzielam. No chyba, że ja, będąc ponad 20 lat młodszym od niego też tetryczeję…

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług zgodnie z Polityka Ciasteczek. OK, rozumiem.

Partnerzy