Czy można zagwarantować klientowi liczbę publikacji?

To się jak najbardziej zdarza. Sama słyszałam o firmie, która zastrzegła w przetargu, że agencja wpisze w umowę liczbę publikacji, którą osiągnie prowadząc działania PR. Spowodowało to wycofanie się niektórych firm z walki o tego klienta. Znalazły się też takie, które podjęły wyzwanie.

Tymczasem Kodeks Etyki PSPR – wprawdzie obowiązuje on tylko członków PSPR, ale niektóre firmy PR również posiłkują się nim w swojej działalności – mówi :

Pracownik public relations nie może zawierać żadnych umów, w których gwarantowałby osiągnięcie rezultatu uzależnionego od autonomicznych decyzji innych podmiotów, takich jak redakcje, instytucje publiczne itp., a jego wynagrodzenie nie może być uzależnione od osiągnięcia takich rezultatów.

Jest to jak najbardziej uzasadnione. Bo co zrobi taki PR-owiec, jeśli nie osiągnie liczby publikacji, jaką sobie na początku określił? Kupi artykuł sponsorowany i powie klientowi, że to też jest efekt działań PR? Przecież na liczbę publikacji nie mamy wpływu. Nie wiemy przed rozpoczęciem działań PR, jak często o danej firmie będzie się pisało – no chyba, że mamy benchmark w postaci zestawień publikacji dla wcześniejszych działań komunikacyjnych tej firmy, co się rzadko zdarza. Nie wiemy nawet wtedy, gdy przygotujemy ciekawy artykuł czy informację prasową, czy się nie okaże, że jakieś wydarzenie z punktu widzenia redakcji jest istotniejsze, albo też czy w ostatniej chwili nie pojawi się duży reklamodawca. Co skutkuje tym samym – „spadnięciem” mniej istotnych z punktu widzenia redakcji tekstów. I nasze gwarancje idą…  wiecie gdzie.

Mimo, że wydawałoby się jest to prawda stara jak świat, aż 18% badanych w moim badaniu wybrało odpowiedź, że praktyka podawania spodziewanej liczby publikacji w mediach przez specjalistę PR jest dopuszczalna. Jak najbardziej istnieje też coś takiego, jak success fee, czyli dodatkowe honorarium, jeśli liczba publikacji w mediach przekroczy pułap określony przez klienta. Czyli standard swoje, życie swoje.

Co o tym sądzicie?

Zdjęcie pochodzi z serwisu sxc.hu


  • mbuklad

    Jeśli istnieją agencje, które gwarantują ilość publikacji, to niech to robią dalej. Rynek powinien wszystko weryfikować i pewnie weryfikuje.
    Z punktu widzenia klienta ważniejsza powinna być nie ilość, a jakość publikacji, co za tym idzie osiągnięte efekty.

    • Paweł Tomczuk

      Zgadzam się oczywiście ze standardem, ale mam pytanie, jakie rozwiązania znacie / rekomendujecie, kiedy Klient oczekuje wynagrodzenia uzależnionego od sukcesu? Pytam z ciekawości, bo o takie rozwiązania pytają nas Klienci z centralami w Europie Zachodniej i zastanawiam się, jakie rozwiązania są tam popularne.

  • Anna Miotk

    @Mbuklad – No właśnie rynek weryfikuje tak, że praktyka ciągle jest spotykana i ciągle tacy klienci się zdarzają. Nawet w dużych międzynarodowych korporacjach, gdzie raczej można by było się spodziewać wyższego poziomu wiedzy na temat PR.

    @Paweł – mogę powiedzieć co bym zrobiła, gdybym była szefem agencji (bo to do niego należy decydujące zdanie). Próbowałabym go przekonać na wszystkie możliwe sposoby, dlaczego strzela sobie tym samym w stopę i na co się naraża. Gdyby się nie dało, wolałabym nie brać udziału w takim przetargu. Jeśli już na początku klient narzuca mi nierealistyczne oczekiwania, to pytanie, jak taka współpraca będzie wyglądała później?

    No właśnie, co zrobić, gdy klient nalega na stosowanie czegoś, co jest kompletnie bez sensu? Dać mu to, naginając się i zaciskając zęby? Czy pozostać wiernym swoim standardom jakości, nawet jeśli oznacza to mniejsze wpływy do budżetu? (I ciekawe, jak to wygląda z punktu widzenia innych klientów?)

  • „per analogia” są oferty na „gwarantowaną” ilość komentarzy na forach, fanów na FB, etc. – tylko one wszystkie nie są nic warte tak naprawdę, gdyż w długim terminie szkodzą marce, a nie pomagają – gdyż niszczą jej wiarygodność
    odbiorcy są coraz bardziej wyczulenie na nieuczciwe praktyki, a zaufanie traci się dość łatwo, tylko jego odzyskanie jest bardzo trudne

  • @ Paweł:
    są firmy – ja znam taką w Londynie: Metrica http://metrica.net/ – które mierzą i oceniają efektywność działań PR

  • Anna Miotk

    @Mirek
    Zgodzę się co do gwarantowania tych efektów na FB. Na krótką metę przynoszą spodziewany efekt, na dłuższą oznaczają psucie marki.
    Co do Metricy, jeśli chodzi o analizę mediów, to ja w mojej firmie robię większość tych rzeczy, które mają w ofercie oni. Jeśli pojawiłby się klient zdecydowany na bardziej zaawansowane usługi (stworzenie tzw. scorecardu czy dedykowanego programu pomiaru efektów komunikacji wraz ze strategią komunikacyjną czy opracowanie programu badań wspólnie z firmą badawczą), to jestem gotowa usiąść do rozmów z taką firmą i wypracować z nią wspólne rozwiązania.

  • Maciek Grzywacz

    Podejrzewam, że liczba badanych deklarujących zgodę na takie zamówienia (18%) jest zaniżona. Większość osób ma świadomość, że pr to „coś innego”, ale w praktyce dopuszczają zamówienia, które bardzo łatwo zrealizować. Po drugiej stronie (dziennikarzy) odnajdują „popyt” na nieformalne rozlicznenia. Wydaje mi się, że mamy dwie podstawowe przyczyny:

    1.Większość dziennikarzy nie ma umów o pracę i fatalnie zarabia. Możliwość utrzymania siebie lub rodziny pojawia się średnio po 5 latach pracy. Skłonność do „nieformalnych” kontaktów jest zatem duża.

    2.Problemem pozostaje wiedza – jak mierzyć efekty pr? Dobry materiał, szczególnie w telewizji lub Wyborczej zawsze robił większe wrażenie na moich pracodawcach niż np. (tak nielubiany przez Anię) ekwiwalent reklamowy.

  • Anna Miotk

    Możliwe, że w przypadku PR-owców i dziennikarzy teoria mija się z praktyką. A co do mierzenia – wiedza, jak mierzyć, istnieje. Problemem jest stosowanie jej w praktyce, pomyślenie o tym, żeby to jakoś też zmierzyć, zanim zacznie się cokolwiek robić…

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług zgodnie z Polityka Ciasteczek. OK, rozumiem.

Partnerzy