Autor: Anna Miotk
| Data wpisu:
piątek, luty 27th, 2009
Piątkowa tradycja w mojej firmie to wysyłanie kawałów. Zazwyczaj ktoś zarzuca coś mailem na ogólny adres siedziby.
Postanowiłam się w nią wpisać, więc dzisiaj nieco luźniejsza piątkowa notka. Strona Brainz, która specjalizuje się w ironicznych komentarzach do otaczającej nas rzeczywistości opublikowała “profile demograficzne” użytkowników najpopularniejszych w Stanach sieci społecznościowych. Poniżej załączam przykłady sieci znanych także i u nas.
Facebook:

Twitter:

LinkedIn:

Ciekawe, co z Naszą Klasą? ;->
Napisany w Humor | Brak komentarzy »
Autor: Anna Miotk
| Data wpisu:
czwartek, luty 26th, 2009
Tym razem nieco wieści z amerykańskiego światka statystyk internetowych (web analytics).
Do napisania tego posta zainspirowały mnie jak zwykle, ulubione blogi. Po pierwsze Jeremiah Owyang i jego post na temat rozwiązania Lithium – systemu statystyk internetowych, który oferuje jednak coś więcej niż zwykłe statystyki ruchu na stronie. System ma bowiem cechy (w slangu branży IT – funkcjonalności), pozwalające stwierdzić coś więcej na temat grupy osób odwiedzających daną stronę – jak chociażby działanie społeczności, wpływ czy emocjonalne zaangażowanie. Poza standardowymi możliwościami statystyk Lithium oferuje też skalę do pomiaru funkcjonowania społeczności złożoną z sześciu wymiarów czy tworzenie zaawansowanych raportów (poniżej grafika pochodząca ze strony firmy Lithium).

Produkt został oparty na badaniach naukowca Michaela Wu, który na potrzeby Lithium opracował Community Health Index. Lithium pozwala nie tylko stwierdzić, w których wymiarach społeczność jest silna lub słaba, ale również daje wskazówki, jak można poprawić słabsze strony. Co ciekawsze, wymiary pozwalają też łatwo przewidzieć, czy nowy serwis odniesie sukces.
Lithium wpisuje się w trend obecny już od jakiegoś czasu na amerykańskim rynku statystyk internetowych – od prostego zliczania ruchu na stronie podążąją one w stronę definiowania społeczności użytkowników danej strony (tzw. listening platforms), czego przykładem najlepszy w swojej klasie (zdaniem Owyanga) produkt Telligent’s Harvest. Jeremiah wyciąga jednak kilka innych pouczających wniosków, odnośnie systemów statystyk internetowych:
- w dobie recesji pomiar nowych mediów jest ważny, a wręcz krytyczny;
- ogromne ilości danych na temat obecnych i potencjalnych klientów są dostępne w społecznościach; wytrawni dostawcy zatrudniają błyskotliwe umysły, aby analizować, co działa, a co nie;
- pomiar musi wyjść ze statystyk i skoncentrować się na wglądzie w społeczności, dostawcy coraz częściej zatrudniają naukowców aby pomogli odszyfrować “kod” społeczności;
- same statystyki są nieużyteczne bez wglądu i wniosków skłaniających do konkretnych działań;
- na amerykańskim rynku w ciągu trzeciego kwartału b.r. pojawi się jeszcze kilka podobnych produktów w odpowiedzi na recesję.
Coś bardzo podobnego pisze Katie D. Paine, wzmiankując narzędzia w rodzaju Google Analytics czy Omniture, które poza prostą liczbą wejść (rozszyfrowanie słowa “hits” według Katie to “how idiots track success”) pozwalają zmierzyć także zakupy i zaangażowanie, czy Tealium, które pokazują strony, na które internauta wchodzi przed podjęciem konkretnego działania. Tak samo jak Jeremiah, Katie stwierdza, że teraz bardziej niż kiedykolwiek potrzebujemy odpowiednich narzędzi do sprawdzania, co działa, a co nie – w ten sposób możemy lepiej lokować nasze coraz chudsze budżety.
A co na to polscy dostawcy?
Napisany w Narzędzia, Pomiar efektów PR, Pomiar efektów działań marketingowych | Brak komentarzy »
Autor: Anna Miotk
| Data wpisu:
wtorek, luty 17th, 2009
Nie trzeba sprowadzać klasycznych książek o PR z zagranicy, aby mieć do nich dostęp.
Ostatnimi czasy dość mocno pochłania mnie mój doktorat (piszę rozprawę doktorską na temat “Pomiar i ocena rezultatów działań public relations w Polsce”) i jemu jest podporządkowana każda moja wolna chwila (co widać też po blogu). Jak wiadomo, transfer wiedzy w public relations idzie do nas ze Stanów, ale też i z innych krajów europejskich – przede wszystkim Wielkiej Brytanii i Niemiec. Stamtąd wywodzą się też najbardziej klasyczne publikacje książkowe, zawierające podstawy teorii public relations. W polskich bibliotekach praktycznie ich nie ma (sprawdzałam przez centralny katalog Biblioteki Narodowej). Można je sprowadzić z biblioteki zagranicznej, ale wówczas są dostępne na miejscu w godzinach pracy wypożyczalni (na przykład 10-17 i spróbujcie to teraz pogodzić z pracą zawodową). Kupno zagranicznych książek jest niestety bardzo drogie. Jedna książka ściągana ze Stanów to koszt oscylujący pomiędzy 150 a nawet i 1100 PLN, a obecnie słaba złotówka nie ułatwia życia. Bezskutecznie starałam się o grant promotorski w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego, na książki do doktoratu właśnie. Powód odrzucenia wniosku brzmiał, jak następuje: dlaczego ta literatura jest taka droga? Sama chciałabym to wiedzieć…
Ale okazuje się, że i na literaturę jest sposób. Wystarczy mieć konto w poczcie Google i przez nie zalogować się na stronę Google Books. Google Books to rodzaj wyszukiwarki książek, która zawiera zeskanowane fragmenty książek. Literatury przedmiotowej z zakresu public relations, komunikowania społecznego i marketingu jest tam całe mnóstwo. Co prawda, wyszukiwarka ze względów prawnych wzbudza kontrowersje i miała już nawet kilka procesów. Jednak w takich sytuacjach, jak moja (doktorant z Polski chce napisać dobrą rozprawę, a nie ma dostępu do podstawowych książek), jej istnienie jest naprawdę nieocenione.
Napisany w Książki, Rozprawa doktorska, Teoria PR | Brak komentarzy »
Autor: Anna Miotk
| Data wpisu:
czwartek, luty 5th, 2009
Katie D. Paine opublikowała na swoim blogu firmowym garść przewidywań odnośnie tego roku w pomiarze efektów PR.
Oto, co myśli Katie o rynku amerykańskim:
- Tradycyjny monitoring mediów przestarzał się dzięki Google.
- Za rok będzie o połowę więcej firm monitorujących nowe media.
- Połowa z 80% korporacyjnej Ameryki, która nie używa nowych mediów, wypadnie z gry. Druga połowa się obudzi i zacznie słuchać swoich klientów.
- Połowa osób odpowiedzialnych za komunikację korporacyjną, która nie używa nowych mediów, odejdzie na emeryturę lub zostanie zwolniona. Druga połowa z powodzeniem może zacząć znowu mieć frajdę.
- Twitter rządzi. Poznamy przynajmniej 100 nowych słów zaczynających się od “Tw…” (jak w “Twinfluence”, “Tweetup”, itd.).
- W przedsiębiorstwach pomiar nowych mediów stanie się funkcją działów analizy konkurencji.
- Pewne formy modelowania i analizy czynnikowej zaczną być wymagane dla każdego programu pomiaru, w miarę jak marketing, PR, IR, SocMed i komunikacja wewnętrzna zdadzą sobie sprawę, że potrzebują rozumieć jak jedna forma komunikacji wpływa na pozostałe.
- Obecny lament, jak to nie możemy mierzyć nowych mediów zmieni się lament nad pomiarem aplikacji mobilnych.
- Pomiar serwisów YouTube, Flickr, Twitter, Facebook i stron typu social bookmarking będzie podstawowym wymogiem każdego programu pomiaru efektów działań PR.
- Modelowanie marketingu mix i integrowanie statystyk ruchu na stronach internetowych z pomiarem tradycyjnych i nowych mediów z fantazji zmieni się w rzeczywistość.
- Pomiar PR będzie oznaczał “Pomiar ludzi i relacji”, w miarę jak organizacje zdadzą sobie sprawę, że prawdziwą korzyścią płynącą z nowych mediów i rewolucji Web 2.0 tkwi w powiązaniach jakie możesz tworzyć ze swoimi zwolennikami – zarówno wewnętrznie, jak i zewnętrznie.
- Z powodu trwających przesunięć na rynku, cena giełdowa nie będzie już więcej odpowiednią miarą efektywności programów IR.
Dla nas bardziej ciekawostka niż wskazanie trendów, które zaistnieją też i w Polsce. Monitoring prasy tradycyjnej trzyma się mocno, nie sądzę też, aby polscy wydawcy, zarabiający na płatnych archiwach, zgodzili się na udostępnienie Google archiwalnych artykułów, gdyby Google zechciało je indeksować. Monitoring nowych mediów dopiero się u nas rozwija, tak samo jak komunikacja biznesowa za pomocą narzędzi Web 2.0. Polski odpowiednik Twittera, Blip, nie jest aż tak popularny, za to mamy nasz własny fenomen – serwis nasza-klasa. Jak udowodnił przypadek akcji “Uwolnij Komórki”, może być ona świetnym narzędziem komunikacji biznesowej. Co do pomiaru PR – na razie nie jest on standardem, więc jak mają nim być nowe media? O statystykach mówię już dawno, ale na razie integracja ich z innymi narzędziami pomiaru jest pobożnym życzeniem. Tak samo definiowanie celu PR jako budowanie trwałych relacji, które pomogłoby w upowszechnieniu nowych mediów w komunikacji biznesowej. Skoro nie ma jeszcze wyraźnego przekazu ze strony zagranicznych autorytetów naukowych, tym bardziej nie wypowiedzą się na ten temat autorytety polskie (skoro transfer wiedzy idzie do nas właśnie ze Stanów).
Napisany w PR online, Pomiar efektów PR | 2 Komentarzy »