Autor: Anna Miotk
| Data wpisu:
wtorek, październik 21st, 2008
Praca i sprawy osobiste pochłonęły mnie w ostatnich dniach do tego stopnia, że nie zdążyłam jeszcze napisać spotkaniu Kraków PR w ostatni czwartek, podczas którego opowiadałam o najnowszych narzędziach komunikacji w internecie – oraz metodach pomiaru efektywności tych narzędzi. Sama jestem pod wrażeniem zapału krakowskich PR-owców, aby się spotykać, dzielić wiedzą i wzajemnie inspirować. Jeszcze raz dziękuję za miłe przyjęcie!
Dzisiaj kolejne narzędzie wyszukiwawcze, które testuję dzięki informacji od kolegi z firmy – aczkolwiek pisały o nim też już polskie media, jak PC World Komputer. Jest to TinEye, wyszukiwarka grafiki w sieci. Po wprowadzeniu oryginalnego obrazka program wyszukuje wszystkie identyczne lub podobne obrazki w sieci i podaje adresy, pod którymi się one znajdują . Z logo naszej marki, NewsPoint, poszło nam całkiem nieźle, bo znalazło nawet nieco zmodyfikowany baner na jednym z portali, z którym współpracujemy w ramach barteru. Jednak niestety nie pokazało wszystkich stron, gdzie znajduje się nasze logo. Spróbowałam też z dwoma moimi zdjęciami. No i tutaj niestety nic nie znalazłam, chociaż moje zdjęcia w sieci jak najbardziej są obecne. Być może jeszcze katalog wyszukiwarki jest zbyt mały i zawiera głównie strony amerykańskie.
PCWK podpowiada, że TinEye może pomóc w znajdowaniu plagiatów. Z kolei, sądząc po pytaniach, jakie są nam zadawane w ramach naszej praktyki zawodowej, taka wyszukiwarka może być przydatna firmom, które chciałyby sprawdzić, w jakich miejscach w sieci używane jest ich logo lub zdjęcia jej produktów.
A tutaj filmik pokazujący działanie rozwiązania (dla tych, którzy nie lubią sobie zakładać n-tego konta i się na nie logować):
Autor: Anna Miotk
| Data wpisu:
środa, październik 15th, 2008
W żywotnym interesie każdego specjalisty public relations jest udowodnienie i zaprezentowanie jak największej liczby publikacji. Ideałem byłby system, który gromadziłby publikacje ze wszystkich rodzajów mediów i jeszcze robił to ze stuprocentową dokładnością, wyłapując absolutnie wszystko. Wynika to zarówno z czynnika ludzkiego, błędów technologii ale również ze zmiennej natury samych mediów – jedne tytuły rodzą się, inne upadają, jedne portale nieustannie rozwijają swoje struktury, inne są zamykane.
W jaki sposób możemy zwiększyć liczbę znalezionych publikacji? Oto kilka porad dla wszystkich monitorujących media samodzielnie oraz za pomocą zewnętrznych firm.
Podawajcie dostawcom wszystkie możliwe odmiany nazwy firmy lub produktu/usługi używane w mediach. Oficjalna nazwa używana przez firmę we wszystkich materiałach to niekoniecznie ta, której używają dziennikarze. Czasem wersji nazwy jest kilka. Bywa też stosowany skrót. Firmy szczególnie ulubione dorabiają się również nazwy nieoficjalnej (jak na przykład Electronic Arts pieszczotliwie nazywane “elektronikami”) i ją również warto uwzględnić. Pozwoli to na znalezienie jak największej liczby publikacji.
Informujcie dostawcę o wszelkich zauważonych przez Was lukach – pozwoli to na poprawę usług świadczonych na Waszą rzecz i zapobieżenie podobnym błędom w przyszłości.
Proście dostawcę o włączenie do obszaru monitoringu specjalistycznych lub nowopowstających mediów ze swojej branży. Zazwyczaj to przedstawiciel danego sektora rynku ma w nim doskonałą orientację, i wie, na które media warto mieć stale oko, nawet jeśli jest to specjalistyczny portal lub blog odwiedzany przez jakieś 200 osób dziennie. Przedstawiciel branży wie też jeszcze przed uruchomieniem nowego medium, że to medium powstanie, bo oferty do potencjalnych reklamodawców są wysyłane dużo wcześniej.
W miarę możliwości korzystajcie z wyszukiwania kontekstowego, jeśli podawane przez Was hasła są wieloznaczne (na przykład nazwa lub skrót używane przez kilka firm o różnym profilu działalności) lub też chcecie monitorować określone zagadnienie. Jego konfiguracja trwa dłużej i co jakiś czas trzeba ją weryfikować (zawsze może się pojawić nowy wyjątek od zastosowanych reguł), ale nietrafne wyniki zostają wyeliminowane.
Jeśli macie możliwość, korzystajcie z usług kilku dostawców o komplementarnych względem siebie ofertach (na przykład jeden pokrywa więcej tytułów z interesującej Was branży, ale drugi ma lepsze pokrycie, jeśli chodzi o tytuły regionalne).
Korzystajcie także z darmowych narzędzi internetowych – wprawdzie nie mają one zaawansowanych możliwości analitycznych, ale umożliwiają proste przeszukiwanie internetu czy nawet poszczególnych typów serwisów (grup dyskusyjnych, mikroblogów czy blogów). Przy narzędziach amerykańskich należy jednak pamiętać, że nie pokrywają one do końca dobrze polskiego internetu…
Ilość nie zawsze oznacza jakość - w przypadku internetu warto rezygnować z uwzględniania serwisów internetowych, które są farmami linków służącymi do pozycjonowania innych stron internetowych. Zazwyczaj taki serwis zawiera dużo linków, reklamy kontekstowe oraz “sekcję newsów” zawierającą fragmenty tekstów przekierowujące do portali źródłowych.
Warto korzystać z narzędzi dających największą liczbę najtrafniejszych wyników. Pamiętajcie jednak, że nie ma wyszukiwania doskonałego, bo “tylko Allah jest doskonały”!*
*Z anegdoty zasłyszanej od koleżanki pracującej niegdyś w sekretariacie pewnego klasztoru. Anegdotę opowiedział zakonnik, przełożony koleżanki, w sytuacji, gdy ona i on nieustannie wytykali sobie drobne błędy i obydwoje byli już zmęczeni tą sytuacją. Otóż w jednym z jerozolimskich klasztorów pracował ogrodnik, muzułmanin. Wszystko robiłby idealnie, gdyby nie to, że w nawet najpiękniej przyciętym krzaczku zostawiał jakąś niedoróbkę. Chrześcijańskich zakonników irytowało to coraz bardziej, jednak początkowo nie chcieli mu zwracać uwagi, nie wiedząc, jak odbierze to ów muzułmanin (lepiej uważać, Jerozolima, konflikty religijne i etniczne…). W końcu ktoś jednak nie wytrzymał i spytał ogrodnika, dlaczego nie może wykonać swojej pracy do końca dobrze. Ogrodnik odparł: “Nic, co zrobiły ręce człowieka, nie może być doskonałe. Tylko Allah jest doskonały!”.
Autor: Anna Miotk
| Data wpisu:
piątek, październik 10th, 2008
Jak donosi blog higher ed marketing, pojawiła się beta nowej wyszukiwarki blogów – Iterend. Zdaniem higher ed, wyszukiwarka ma szanse zająć miejsce w czołówce blogowych wyszukiwarek, obok Technorati i Google Blog Search (chociaż zdaniem serwisu Mashable, który przeprowadził dokładne testy, Technorati jest dokładniejsze i szybsze od Iterend).
Aby pobawić się Iterend, należy mieć włączoną akceptację cookies w przeglądarce i podać adres e-mail. Wówczas zostaje się wpuszczonym na stronę główną i można zacząć szperanie. Sama potestowałam na jednym z moich ulubionych haseł, które regularnie monitoruję w internecie. Wypadło całkiem nieźle, pokazując te blogi, które przeglądam w Netvibes lub też otrzymuję o nich powiadomienie z Google Alerts. Ciekawa jest opcja pokazywania większej liczby artykułów z danego bloga czy powiązanych postów. Wyszukiwarka podpowiada też frazy powiązane z danym hasłem oraz kategorie, w jakich występują artykuły zawierające daną frazę. Można sobie zamówić feeda rss z nowymi artykułami wyszukanymi na daną frazę czy też artykuły wyszukane w danej kategorii. Wyniki mogą być sortowane po dacie publikacji, adekwatności oraz długości wpisu.
Autor: Anna Miotk
| Data wpisu:
poniedziałek, październik 6th, 2008
Jak donosi artykuł w serwisie Psychorg.com, profile w sieciach społecznościowych mogą być używane do wykrywania narcyzmu. Stwierdzili to amerykańscy naukowcy z Uniwersytetu Georgia na przykładzie popularnego serwisu Facebook. “Odkryliśmy, że ludzie narcystyczni promują się w serwisie Facebook w sposób łatwo zauważalny dla innych”, mówi Laura Buffardi, doktorantka psychologii, która prowadziła projekt badawczy razem z profesorem W. Keithem Campbellem. Badacze przebadali niemal 130 użytkowników Facebooka, analizując zawartość ich stron a także dokonując oceny stopnia narcyzmu przez obce użytkownikom osoby.
Naukowcy odkryli, że liczba kontaktów w serwisie oraz komentarze do profili jest skorelowana z narcyzmem i spójna z tym, jak osoby narcystyczne zachowują się w świecie realnym, z licznymi, lecz powierzchownymi relacjami. Narcyzi są również bardziej skłonni wybierać czarujące, samopromujące zdjęcia jako główne zdjęcia dla ich profili. Narcyzm wykrywali również niewykwalifikowani obserwatorzy zatrudnieni przez badaczy, którzy – jak zauważyli badacze – oceniali trzy elementy: jakość interakcji społecznych, atrakcyjność osoby i stopień autopromocji w głównym zdjęciu profilu – aby wytworzyć sobie wrażenie osobowości ocenianego. “Ludzie nie są doskonali w swoich osądach, jednak nasze wyniki pokazuje, że uzyskują dość dużą trafność”.
Jak twierdzi Campbell, narcyzm to cecha szczególna, ponieważ utrudnia nawiązywanie zdrowych, długoterminowych relacji. “Narcyzi początkowo mogą być postrzegani jako czarujący, jednak kończy się wykorzystywaniem ludzi do własnych celów. Ranią ludzi naokoło siebie i na dłuższą metę ranią siebie samych”. Badacz doszedł do wniosku, że narcyzi używają Facebooka w typowy dla siebie sposób – dla autopromocji i przekładając ilość kontaktów nad ich jakość.
Ciekawe, jakie wyniki wyszłyby tym, którzy próbowaliby powtórzyć te badania w polskich serwisach społecznościowych, chociażby GoldenLine czy Naszej-Klasie? Zapewne pole do popisu byłoby spore. Ja sama najbardziej zapamiętałam użytkownika jednej z sieci, który co i rusz zmieniał sobie zdjęcia główne, a nawet zamieścił w serwisie swoją nagą fotkę…